Kolejne DLC serwujące zgrabne przejście na Switch 2 od Nintendo. Tym razem ewolucji doczekało się Super Mario Bros. Wonder, które swego czasu zachwyciło wszystkich swoim nowym podejściem i tytułowymi cudami. Od wczoraj gracze mogą odwiedzić Park Bellabel, który jest w pełni nowym placem zabaw kooperacyjnych, który oferuje również zestaw wyzwań opcjonalnych i małą kampanię.Tak pokrótce - cudów nie będzie. I mówię to dosłownie, jak i w przenośni. Meetup in Bellabel Park jest najlepszym wyborem dla tych, którzy lubią kooperacyjne mini-gry do rywalizacji, jak i współpracy, choć to paradoksalnie nie na tym polu święcić będzie największe triumfy.
Jeśli jesteś graczem stricte solowym, to czeka Cię tu seria kilkudziesięciu wyzwań z kilku kategorii o rosnącym stopniu trudności. Będziesz zbierał monety na czas, pokonywał wrogów lub unikał ich na całej szerokości planszy. To kilka wariacji rozwleczonych na parę wyzwań każda. Sympatyczne, ale jedna taka przebieżka jest kwestią kilkunastu/dziesięciu sekund, po czym zostajemy wyrzuceni do głównego placu, zanim będziemy mogli wybrać następną. Może głupota, ale działa to na tyle topornie i zasypuje nadmiarem loadingów lub kwestii dialogów (których ogółem tu nadmiar), że samo to zniechęca do podjęcia kolejnych sprawdzianów - miałem wrażenie, że czekanie jest dłuższe niż wyzwanie. Za udane próby dostaniecie walutę wody, którą podlać będzie można okoliczne kwiaty i zdobyć przedmioty do dekoracji. Interesujące dla niewielu…Obok tego wszystkiego rozgrywać się będzie mały wątek fabularny, gdzie Koopalingsy ukradły magiczne kwiaty i pozyskały moce najbliższe temu, co znamy z samego Wonder. W praktyce to zestaw 7 plansz zakończonych walką z bossem, które odkrywamy na głównej mapie znanej z podstawki, podróżując za Kapitanem Toadem i jego nieodłącznym motywem muzycznym. I to, choć szalenie krótkie, jest prawdopodobnie najjaśniejszym punktem całości, bo zestaw tych bossów ma prawo ubiegać się o miano najlepszych ze wszystkich platformówek Mario. Skakanie po głowach tego samego, to zazwyczaj kula u nogi dla wielu gier z tej serii, więc pokaz tego, że można tu wykazać się nieco większą kreatywnością, jest miłym powiewem świeżości dla legendy platformówek. Każdy z Koopalingów zamienia się w coś innego i każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Oferują odmienne podejście, wyglądają fajnie i samo to zasługuje na poklask.Na tym jednak te szczere pochwały będę kończył, bo już same plansze poprzedzające bossów są mało inspirujące i przede wszystkim mało związane z tym, co cechowało Wonder. Tam aż chciało się szukać kwiatów zmieniających oblicze planszy, a tu chce się tylko przebiec jak najszybciej, bo i tak nic na nas tu nie czeka. To DLC w dużym stopniu wyzbywa się tego, co sprawiało, że Wonder jest… Wonder.
Podobny brak polotu cechuje większość zabaw multiplayerowych, które kręcą się w dużej mierze wokół jakiejś formy wyścigu.I to takiego, który mechanicznie nie powala złożonością i po jednym człowiek czuje się spełniony. Bez potrzeby na próbowanie swoich sił na innych planszach. Zapewne to kwestia nastawienia, ekipy, ale mnie nie porwały te wszystkie małe gierki. Niektóre były ciekawsze, bo karmienie małego Yoshiego sprawiało, że skacze się z tym rosnącym bydlakiem coraz ciężej, ale to też nie jest coś warte tej ceny. Pochwalę jeszcze za dwuosobowe wyzwania z Kapitanem Toadem, gdzie jeden gracz steruje nim, a drugi skacze, wykorzystując ptaka, który towarzyszy dzielnemu odkrywcy. Ma to swój urok i kilka uśmiechów jest gwarantowanych - …lub złości, frustracji i późniejszej nienawiści.Nie byłaby to gra Nintendo, gdyby nie utrudniała łączenia się online i świadomie go nie ograniczała przed… hejtem w sieci? Złośliwością nieznajomych? Autentyczną zabawą i wyzwaniem? Klasycznie jest to moduł bardzo ubogi i skupia się wyłącznie na Twoich znajomych - jednego lokalnie i tych z listy przyjaciół na Twoim Switchu. Nie sposób tu połączyć się z losowymi osobami, co mogłoby nieco mocniej zachęcać do sprawdzania swoich umiejętności.
Spotkanie w Parku Bellabel… mogłoby się nie odbyć. Jeśli nigdy nie grałeś w Wonder i zaczynasz od Switch 2, to pewnie, można dodać sobie ze 2 godziny atrakcji więcej i mieć w pogotowiu opcję zabawy ze znajomymi. Czy trzeba? Nie. Podstawka tej gry jest wybitna i jeśli ktoś skusi się na tańszą wersję ze Switch 1, to wcale nie będzie przesadnie stratny. Ani nie ucierpi wizualnie, bo gra w obu wariantach wygląda świetnie, ani nie straci zbyt wiele contentu. Chyba tylko psychofani Rosaliny mogliby poczuć jej brak w rosterze, bo jest ona częścią tego pakietu DLC. Cóż... jest lepiej niż w Bananza, ale to nie była najwyżej zawieszona poprzeczka.
"Nie byłaby to gra Nintendo, gdyby nie utrudniała łączenia się online i świadomie go nie ograniczała przed… hejtem w sieci? Złośliwością nieznajomych? Autentyczną zabawą i wyzwaniem? Klasycznie jest to moduł bardzo ubogi i skupia się wyłącznie na Twoich znajomych - jednego lokalnie i tych z listy przyjaciół na Twoim Switchu. Nie sposób tu połączyć się z losowymi osobami, co mogłoby nieco mocniej zachęcać do sprawdzania swoich umiejętności."
FACEPALM!! Nintendo tworzy płatny online i... ogranicza granie po sieci z nieznajomymi w swoich grach. W Jamboree pogmatwali kod gry i nie da się z nikim połączyć.