Recenzja The Last Case of John Morley na Nintendo Switch 2
Miejsce, gdzie klimat noir krzyżuje się z horrorem. The Last Case of John Morley to symulator chodzenia z zacięciem do mrocznej atmosfery, gdzie zanużymy się w długo niewyjaśnioną zbrodnię. Wynajęci przez tajemniczą Lady Margaret, ruszamy do miejsca, które skrywa swoje sekrety.John Morley jest detektywem, który świeżo wyszedł z ośrodka i próbuje wrócić do swojego fachu. Robota znajduje go niezwykle szybko, co w ekspresowym tempie pcha i nas w wir flashbacków z wydarzeń na wzór tych od Sherlockowej serii studia Frogwares. Schemat rozgrywki zakłada czytanie notatek, odszukiwanie punktów kluczowych dla danej wizji z przeszłości i zagadki, choć te ostatnie bywają zbyt okazjonalne.
Ta gra nie do końca wie, czym chce być. Brak tu bardziej spójnej wizji, która gameplayowo broniłaby produkt. Mam wrażenie, że to małe Indigo Studios miało pomysł fabularny, a potem próbowali coś ukręcić na szybko, czy też dobudować zbędnie. Prawda jest jednak taka, że ich pomysł przesadnie innowacyjny nie jest, a cała reszta wygląda jak plac budowy.Zacznijmy od tego, że The Last Case of John Morley to przygoda na 1 do 2 godzin. Szybka przebieżka po posiadłości i kilku równie bezbarwnych lokacjach, które zaprowadzą nas do wielkiego odkrycia, możliwego do rozwikłania zdecydowanie szybciej. Były tu zalążki przyzwoitej atmosfery, gdy stawialiśmy pierwsze kroki w dawno opuszczonym (choć wyglądającym jakby to było przed chwilą!) domu i łapaliśmy za latarenkę, ale to szybko zostało storpedowane przez nijakie flashbacki. Te zielone duchopodobne postacie mnie nigdy do siebie nie przekonały.Gra wyszła 27 listopada 2025 na PC, a pamiętam, że wtedy też miała zawitać na Switch. Premiera na sprzęt Nintendo się przesunęła, co dość szybko da się nam we znaki pod kątem grafiki i próby wyciśnięcia z pierwszego Switcha ostatnich soków. Gra wygląda kiepsko. Momentami wręcz dramatycznie, a piksele nie nadążają się wczytywać.
Przykład:Inna sprawa, że na lepszych sprzętach też nie wygląda to zbyt dobrze, bo o takim lip syncu przy mowie postaci można zapomnieć. Może dlatego będzie ich tu tak mało. Trochę smutno - gra detektywistyczna, a my rozmawiamy z dwiema osobami na krzyż.
Zagadki będą pewnie największym zawodem dla tych, którzy chcieliby odrobinę pogłówkować. Są nijakie i pozbawione polotu, a na domiar złego jest ich zdecydowanie za mało. To one powinny stanowić największy problem do rozwiązania, a wyglądają, jakby było wrzucone na siłę.Nie jest to oczywiście największy paździerz, jaki świat Switcha widział. Są pierwiastki czegoś przyzwoitego, jest pełny voice-acting i cecha nadrzędna, czyli przystępna cena. Bazowe 50 złotych da się ukrócić do 40 zł w premierowym miesiącu, więc przynajmniej na tym polu ktoś tam podjął właściwą decyzję. To gra tego typu. Odskocznia dla fanów gatunku na jedno posiedzenie.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie JanduSoft
Plusy:
Zalążki klimatu
Pełny voice acting
Polskie napisy
Cena
Minusy:
Wizualnie to dramat, a tekstury do teraz mi się chyba nie doczytały