Recenzja The Knights of the Cross na Nintendo Switch 2
Gra inspirowana Krzyżakami Henryka Sienkiewicza, która opowiada o wojnie między narodem Polsko-Litewskim a Zakonem Krzyżackim. Wcielamy się w Zbyszko z Bogdańca, przechodząc przez kolejne punkty nieco zmienionej na potrzeby gry opowieści, walcząc na kanwie klasycznego deckbuildera. Zanim zaczniecie się zastanawiać, jak Krzyżacy lubią się z kartami, to nadrzędne powinno być to, że to produkt stworzony w… Chinach.Gra stanowi przede wszystkim spojrzenie na nasze dobro kulturowe przez Azjatów, co rodzi bardzo nietypowe połączenie. Nie chcę jednoznacznie wyrokować, czy dobre, czy nie. Mnie ciekawiło na tyle, by sprawdzić wizerunek kolejnych bohaterów, ale nie da się ukryć, że mangoentuzjazm będzie tu obowiązkowy dla potencjalnych graczy. Poświęcono tu dużą uwagę dla designu postaci, choć zamyka się on w statycznym obrazku i nie przekłada się na to, co zobaczymy podczas faktycznej gry.Tam czeka nas uproszczenie nie tylko wizualne, ale i w esencji gatunku. The Knights of the Cross to karcianka nieoferująca zbyt wielu opcji budowy buildu i bardzo ograniczona w synergiach pomiędzy kartami. Innymi słowy - jest dość nudna. Walki wyglądają podobnie, taktyki wrogów nie zaskakują, a całość zamyka się w tym, że jak masz odpowiedni level, to zwycięstwo przepchniesz, a jak zaniedbasz bohaterów i będą paradować ze znikomym HP, to polegniesz. Początkowe godziny kampanii były wręcz tak łopatologiczne, że dostawałem do ręki 5 kart kosztujących 1 energię, posiadając 5 energii do wykorzystania w trakcie tury. Ciekawe, które wybiorę… Oczywiście jedną z ważnych cech Zbyszka jest to, że nakręca się wraz z rzucaniem ciagiem danego typu kart, więc obrażenia fizyczne lub magiczne rosną z każdą kolejną. Taktyka, jak się patrzy.Ekipa nasza składa się maksymalnie z czterech postaci i dobieramy ją ze zrekrutowanej puli, która może sięgnąć 30. Część wykupujemy ze sklepu w obozie, a inne dołączą do nas w trakcie zadań. Każda to inna klasa i sposób walki, nad którym nie mamy kontroli. W grze dbamy jedynie o karty Zbyszka, co jest akurat dość zasadne i nie każe nam pieścić kilka talii jednocześnie - choć Accross the Obelisk dało sobie z tym radę bez zgrzytu. Czy to dla kogoś kolejna porcja nudy i wtórności? Być może.
Wszystkie interesujące nas wydarzenia dobieramy z poziomu mapy, a określone są one gwiazdkami sugerującymi poziom trudności. Domyślnie wypada czyścić wszystkie, zanim podejdziemy do tych głównych, by należycie przygotować się na trudniejsze wyzwania w postaci bossów kończących rozdział. Nie jest to przesadnie długa gra. Składa się z 7 takich rozdziałów, które powinny się zamknąć w takiej samej liczbie godzin.Cieszy, że wrzucili w translator tekst i możemy wybrać język polski, którego na start produkcji (jak dobrze pamiętam, bo grałem) nie było. Nie jest to najlepsza lokalizacja, ale dla wielu lepsza taka niż żadna - brak polskiego w grze na podstawie Sienkiewicza (!) był jednak sporym nietaktem. Niestety polecić to wszystko trudno. I to mówię przede wszystkim z poziomu fana deckbuilderów. Nie obraziła mnie wizja Chińczyków. Wręcz dawała sporo radości z wizerunku Danusi, Królowej Jadwigi i wszystkich pozostałych. To jednak mini pozytywy przy dość fundamentalnej i nic nie wnoszącej do gatunku grze.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie LongYou Games
Plusy:
Krzyżacy oglądani oczami Chińczyków to intrygujące doświadczenie
Sporo postaci do zrekrutowania
Minusy:
Prostota konstrukcji rodzi wtórność
Poważne braki w deckbuilderowej esencji - niewiele synergii, nudne karty