Jestem zdania, że dobrych platformówek nigdy za wiele. Często dzięki nierozbudowanej rozgrywce są dobrą odskocznią od ciężkiego dnia w pracy lub sesji w innej bardziej wymagającej grze. Świetnie wpasowują się w ideę Switcha, którego bierzesz w rękę i układasz się wygodnie w fotelu, czy łóżku.
Na konsoli Big N zdecydowanie nie brakuje gatunku. Ba! Sami oferują swoje popisowe Banjo-Kazooie, czy też Yooka Laylee. Mocno inspirowane wspomnianymi tytułami Raccoo Venture wskakuje na Switcha. Głównym bohaterem jest Raccoo, czyli szop pracz i jednocześnie spadkobierca Mocy Strażników. Jego zadaniem jest od wielu lat utrzymanie harmonii w Vercie poprzez ochronę świętej relikwii. Oczywiście zostaje ona skradziona przez wroga szopa, czyli Tatusa. Zamieszkała kraina jest w niebezpieczeństwie. Historia jest łatwa i klarowna, dzięki czemu i najmłodsi się tutaj odnajdą.
Na konsoli Big N zdecydowanie nie brakuje gatunku. Ba! Sami oferują swoje popisowe Banjo-Kazooie, czy też Yooka Laylee. Mocno inspirowane wspomnianymi tytułami Raccoo Venture wskakuje na Switcha.
Rozgrywka w Raccoo Venture jest porównywalna do fabuły, czyli w głównej mierze łatwa. Skupia się ona na zbieraniu monet i ukrytych fragmentów szachownicy. Te pierwsze odgrywają rolę naszego życia, bo po każdej nieudanej próbie gracz traci ze swojej puli 50 bilonów. To zdecydowanie ogromne udogodnienie, bo nie czułem presji po śmierci, zwłaszcza że znajdziemy je na niemalże każdym kroku. Z kolei wspomniane „znajdźki” porównałbym do nasion w najnowszym Mario – każdy kolejny poziom wymagał ode mnie określonej liczby zebranych fragmentów. Ten element również się sprawdził, choć przyznam, że niełatwo je odnaleźć. Utrudnieniem w tym przypadku jest brak możliwości manewrowania kamerą, bo większość z nich jest ukryta poza ekranem. Mechanicznie gracz do dyspozycji ma zaledwie skok i „nurkowanie” z powietrza. Tu po raz kolejny ukłon do pociech. Ruch szopa jest nieskomplikowany, co można by było uznać za atut, lecz ja to odebrałem inaczej. Oczywiście nie ma nic złego w ściąganiu wrogów poprzez skakanie im po głowach, ale twórca mógł bardziej ten system urozmaicić. Po pierwsze zabrakło mi tutaj najzwyklejszego ataku. Wspomniany brak możliwości ruchu kamerą strasznie komplikuje trafienie we wroga, więc prosty cios byłby w punkt. Po drugie szop może wziąć napotkany kamień i rzucić nim we wrogów, lecz to też nie to. Chciałoby się mieć coś pod ręką na stałe i eliminować ich na dystans.
Czy ja już tu byłem
Świat Verty składa się z 5 różnych regionów i 17 poziomów, więc niewiele. Co do ich urozmaicenia nie mogę się przyczepić, bo znajdziemy tutaj tereny górzyste przypominające kanion, jakąś pustynię i kilka przeszkód w formie zbiorników wodnych. Inaczej jest w kwestii ich wypełnienia. W trakcie podróży co prawda zauważymy niejedno drzewo, skałę, czy ogrodzenie, ale po niedługiej chwili w grze poczułem znużenie. Miałem wrażenie, że levele prócz skoku poziomu trudności, niewiele się od siebie różnią (pomijając różnice w regionach). Każdy kolejny przypominał poprzednika, co zdecydowanie mnie znudziło.
Szach-mat
Raccoo Venture inspirowało się platformówkami 3D z okresu lat 90, ale czy utkwi w pamięci graczy tak jak Banjo-Kazooie, czy Spyro? Wątpię. Z jednej strony historia szopa jest prosta i klarowna co pozwala się w pełni skupić na rozgrywce, a system zamiany monet na życia niejednego ucieszy. Dzięki niskiemu poziomowi trudności, najmłodsi świetnie się tutaj odnajdą. Technicznie również nie zawodzi – działa bez najmniejszych problemów. Znów z drugiej strony chciałoby się więcej. Postać prócz skoku i ataku z powietrza zbyt mało oferuje. Brak możliwości sterowania kamerą utrudnia celowanie w przeciwnika, jak i znajdowanie ukrytych przedmiotów. Monotonne wykończenie mapy i towarzysząca ścieżka dźwiękowa zniechęcają do dalszej gry. Raccoo Venture na pierwszy rzut oka przyciąga do siebie, lecz po chwili jak kauczuk odbija się od gracza.
Dziękujemy firmie QUByte za dostarczenie gry do recenzji.