monster-hunter-stories-3-HD-1920x1079

Właściciel zdjęcia: CAPCOM Polska

Recenzja Monster Hunter 3: Twisted Reflection na Nintendo Switch 2

Capcom jest na fali. W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje powiedzenie “banger after banger”, które idealnie opisuje ich obecny poziom. Oczywiście, nie ma co liczyć, że każda kolejna gra będzie osiągała sprzedaż na poziomie Resident Evil 9, ale już w kwestii jakości można mieć nadzieję, że wyjdą tak samo obronną ręką. O ile popularna seria survival horrorów musiała przejść rewolucje i złapać jak najwięcej srok za ogon, tak Monster Hunter 3 pozostaje rozwinięciem patentów wyróżniających tę serię. To ewolucja, ale taka, która winduje przygodę w Twisted Reflection do jednej z większych w ostatnich latach.

Różnice między tym jRPGowym spin-offem, a flagową serią polowań na potwory zaciera się coraz mocniej. Twisted Reflection to praktycznie tamta walka z monumentalnym wrogiem, ale przetłumaczona na język pojedynków turowych. Jest tu ogrom części składowych tamtych walk - tak dobrych, jak i tych niekoniecznie pożądanych.
20260315-01KKS8N8SK4GH860WR1JKZD3HE-3B291AFD-2001-4ECC-8FA2-DDC7DE2F9E65
Fabularnie zaczniemy tę opowieść od lat dziecięcych naszego protagonisty, na którego oczach wykluły się bliźniacze Rathalosy. Według tamtejszych wierzeń nie niesie to dobrych rokowań na przyszłość i traktowane jest jak przekleństwo. Wątek jednak w tym momencie się urywa i daję poważny skok do przodu na osi czasu, prezentując już dojrzałego księcia ze swoim w pełni rozwiniętym Rathalosem. Przewodzi on ekipie Rangerów, których głównym zajęciem jest dbanie o wymierające gatunki. Opieka nad kolejnymi potworkami (tak pieszczotliwie są tu niestety określone), które wykluwając się, nawiązują więź ze swoim ludzkim właścicielem. To w dużym uproszczeniu wokół tego będzie kręcić się gameplay, który zakłada pozyskiwanie nowych jaj, wykluwanie nowych potworków (uch…) i rozwijanie ich w pojedynkach turowych.

Te, klasycznie do Monster Hunter Stories, adaptują prostotę zasad papier-nożyce-kamień, gdzie konfrontacje wewnątrz jednej tury są rozwiązywane w takiej formie. Silny atak poskromi techniczny, techniczny poradzi sobie z szybkim, a szybki z silnym. Tradycyjny trójkąt zależności, który doskonale będzie znany fanom serii. Tu, z racji szerokiej ekipy (nasz potwór + towarzysz i jego potwór), spycha ten motyw na nieco dalszy plan, ale wciąż oczekiwane jest od nas podglądanie zachowań atakującego nas potworka potwora.
20260315-01KKS8NH8VZBBX30PXMWQHDZ60-894438DD-5CE3-4ABC-BAC8-8A3072C79CDA
Od pierwszych godzin gry te wrogie bestie przejawiają podejrzane anomalie, które mocno boostują ich siłę, zmieniają zachowanie, ale przede wszystkim sprawiają, że… walki będą dość długie. Jeśli kogoś przekleństwem w jRPGach jest ich powolne tempo i pojedynki toczone na przestrzeni wielu tur, to zaleca się omijać Monster Hunter Stories 3, bo choroba może postępować. Twisted Reflection ma jedne z powolniejszych batalii, które… tak naprawdę jeszcze mocniej przybliżają tę serię do jej flagowego odpowiednika. To przecież tam te nasze pojedynki, gdy nie ma doszlifowanego do perfekcji przygotowania wszystkich uczestników, potrafią rozciągać się do kilkunastu, a częściej kilkudziesięciu minut. Ta gra robi to samo. I o ile jest w tym jeszcze większe skrócenie dystansu do szalenie popularnego Monster Huntera, to niekoniecznie jest to rzecz bezgranicznie udana. Oczywiście z czasem, gdy nasz level mocno wykracza ponad ten przeciwnika, to zdejmiemy go jednym uderzeniem z poziomu mapy, bez wchodzenia w turowy pojedynek - rzecz coraz częściej wykorzystywana w jRPGach i szalenie przydatna.

Zacznijmy od tego, że założeń wokół pojedynku jest za dużo. To potrafi przytłoczyć. Jeśli wam powiem, że przez kilka pierwszych GODZIN będziecie dostawać szkolące was tutorialowe okienka, to nie skłamię. Tu na wielu pierwszych krokach dowiadujesz się kolejnych rzeczy, które mnożą się do granic dla wielu niepożądanych. Ten ma to, uderzyć możesz w kilka rzeczy, ale najlepiej uderzaj tym, bo przecież masz trzy zestawy broni jednocześnie, ale pamiętaj o tutejszej manie, która nie pozwoli bazować wyłącznie na skillach itd. Mętlik w głowie jest gwarantowany, ale i wymagany do osiągnięcia sukcesu. W innym wypadku, gdy tylko postawimy na siłowe granie i nadzieję, że nasz kierowany przez AI kompan dostosuje się lepiej, to szybko spotkamy się ze ścianą i koniecznością grindu. Zresztą nawet, jeśli ogarniemy, to nie uniknięto tu mało naturalnych skoków poziomu trudności - z jednej strony to jRPG, więc grindu spodziewać się należy, a z drugiej… dalej nie lubię i wolę bardziej naturalnie prowadzoną progresję i skalę trudności windowaną w inny/taktyczny sposób.
20260315-01KKS8NPC0MTF4CC7AYCFNQ7H7-5E0A3784-4E7B-471E-A2F3-CCC1274F112E
Nie samą walką jednak człowiek tu żyje. Jest jej ogrom, ale MHS3 dba o pozostałe części składowe growego doświadczenia w sposób podniosły. Fabuła szybko zwiastuje zbrojny konflikt z sąsiadami. Od początku narzuca dobre tempo, choć trzeba przyznać, że nie unika zapychaczy na wysokości drugiego aktu, a faktycznego obrazu wojny tu nie zobaczycie. Tu raczej skupimy się na tym, co jest nadrzędnym zagrożeniem dla obu królestw, czyli anomalie potworów - nic dziwnego, w końcu Monster Hunter. Ekspozycja tej części jest jednak naprawdę dopieszczona i co chwila zobaczymy efektownie wyglądający filmik. Wszystko z bardzo obfitym voice-actingiem, co tylko potęguje wrażenia. Nie czuć tu takiej dobitnej drogi od 0 do bohatera i żmudnego przedzierania się przez umowne bycie farmerem. Praktycznie od startu będziemy szybować (nie latać - żebyście nie rozwinęli wyobraźni) na Rathalosie czy ujeżdżać innych naszych podopiecznych. Wszystko wygląda świetnie. Mocno na narracje wpłynie też nasza ekipa, bo o ile przedstawieni zostaną w sposób ekspresowy, to później będzie szansa nawiązać z nimi lepszą więź za sprawą misji pobocznych. Na nudę narzekać nie sposób, a mapy to teren pełen sekretów i ciekawostek, a nie płaska wyspa.
20260315-01KKS8ND6NYCXEE7PFX7P65F0V-0B0A5C1F-978D-4F50-BD37-83D0DFFE3F89
Jak to w Monster Hunter, jak już połkniesz bakcyla i zabierzesz się za czyszczenie zadań, to mówisz tu o setkach godzin zabawy. Czasami wtórnej, wymagającej walki z tym samym, ale czy nie tam tkwi urok tej serii? Tu również dbasz o lepszy ekwipunek i craftujesz go z części pokonanych potwor…ków.

Zamknijmy ten temat, bo już nie ma co kropkować - szalenie doceniam istnienie polskiego tłumaczenia i inwestycję Capcom w polski rynek. Sam fakt, że macie tu takiego GRANDE jRPGa z językiem polskim, to już jest anomalia. Taka, której życzyłbym sobie wszędzie, choć jest to marzenie ściętej głowy - w tym gatunku czasami o angielski ciężko. A nazwanie potworków potworkami, choć to wielkie bestie, które zasługują na poszanowanie, a nie zdrobnienia, to nie jest wina ekipy lokalizującej na język polski. Te gigantyczne stwory, smoki i inne, są tu nazywane monsties. Pieszczotliwie. Tak, by podkreślić więź z właścicielem. Mnie ta trywializacja drażniła za każdym razem, choć dla innych może pozostać niezauważona.

Wróćmy jednak do gry i kwestii działania na Nintendo Switch 2. Postanowiono tu odblokować klatkarz i pozwolić parametrom sprzętu walczyć z graficzną ofertą gry. Efekt tego domyślnie balansuje między 30, a 60 fps, choć w trakcie rozgrywki i podróży po otwartych lokacjach będzie się trzymał tego pierwszego wyniku - z okazjonalnymi spadkami. Ten wyższy w zasadzie pojawia się głównie na filmiki i te efektowne momenty rodem z anime, gdy wykonujemy mocarny atak z grzbietu naszego potwora. Oczywiście są to kwestie szalenie powtarzalne i ograniczone do jednej animacji na podopiecznego, ale nie zmienia to faktu, że te kilka razy będziecie przyklejeni do ekranu - a potem pozostanie wam opcja skipnięcia, żeby nie przedłużać… i żeby oszczędzić baterie w graniu handheldowym, bo żre to jej moc niemiłosiernie.
20260315-01KKS8NSYD07YJ7QN8E1ZNV4HQ-32766D60-E272-48EE-A2E8-3A4B5CF304AE
Grande jRPG, jak to nazwałem wcześniej, które skraca dystans między flagową serią a tym spin-offem. Zmiany nie wszystkim muszą przypaść do gustu, rezygnacja z funkcji sieciowych (były w dwójce) nie spodoba się pewnie nikomu, ale nie da się odmówić faktu, że to doświadczenie z ogromnym rozmachem i fajnym stylem. Nie zakochałem się w walce, wolę swoje inne jRPGowe uzależnienia, ale jestem pewny, że wielu nie uniknie uroku tej gry.

Dziękujemy za klucz do recenzji firmie CAPCOM Polska


Plusy:

Thumb Up

Prezentacja całości - od grafiki, przez cutscenki, aż po voice acting i te wstawki w trakcie pojedynków. To wręcz krzyczy, że jest dużym, dopieszczonym tytułem

Thumb Up

Skrócenie dystansu do flagowej serii - przypomina faktyczne polowanie i podobnie jak tam kusi opcjami do stworzenia ekwipunku

Thumb Up

Mapy są złożone i zachęcają do wykorzystywania umiejętności potworów

Thumb Up

Zabawa na setki godzin – pełna sekretów, jaskiń i jaj do zebrania

Thumb Up

Język polski – żeby nie było, że już się przyzwyczailiśmy i nie doceniamy

Thumb Up

Walka ma wiele zależności…


Minusy:

Thumb Down

…które moim zdaniem mogą wielu graczy przytłoczyć, a i nie poprawi tego ich dość powolne tempo, wpisana w DNA tej serii powtarzalność i nieunikniony grind

Thumb Down

Fabuła mocno zaczyna i kończy, ale w tzw. międzyczasie aż tak kolorowo nie będzie

Thumb Down

Brak multiplayera, który był w poprzedniej odsłonie

7.5 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz