Live A Live

Właściciel zdjęcia: Square

Recenzja Live a Live na Nintendo Switch

Pamiętacie piękne czasy lat 90. gdy branża gier lubiła jeszcze eksperymentować ze swoimi tytułami? Gdy gry nie były jeszcze wyciętymi z szablonu kopiuj-wklej open-worldami albo kolejnym “rewolucyjnym” tytułem multiplayer f2p z mikrotransakcjami? Starsi gracze powinni pamiętać, młodsi - jeśli nie wierzycie na słowo, to obczajcie Live a Live.

Live a Live to remake japońskiego rpg, który w 1994 został zrobiony przez Squaresoft. Mogłby ktoś w takim razie pomyśleć, że niepotrzebnie narzekam na brak oryginalności, bo to pewnie kolejny klon Final Fantasy. Tak jednak nie jest. Live a Live to zdecydowanie inne podejście. Tak inne, że w latach 90. gra nie wyszła poza granice Japonii. Wydawca nie sądził, że ten tytuł osiągnie sukces. W sumie to ciężko oceniać, czy ta gra w ogóle była sukcesem - jako fan jrpg i Squaresoft nigdy o niej nie słyszałem… i trochę mi teraz głupio.

Live a live - z czym to się je?


Jak stary jRpg Live a live jest grą z silnym nastawieniem na fabułę, a walki są rozgrywane turowo. Tytuł wita nas mocno niekonwencjonalnie: mamy wybrać jedną z siedmiu postaci. Nie jest to jednak postać przewodnia w tej samej historii, a wstęp do jednej z siedmiu różnych opowieści, z których każda rozgrywa się w innej epoce czasowej: od prehistorii do dalekiej przyszłości.
3
Do wyboru dostajemy:

  • Prehistoria - Lekka komedyjka o jaskiniowcach, którzy mogą odnajdywać zwierzynę po węchu
  • Cesarskie Chiny - mistrz sztuk walki szuka następców
  • Zmierzch czasów ninja w Japonii - młody shinobi udaje się na niebezpieczną misję, aby zinfiltrować siedzibę wroga
  • Dziki Zachód - dwóch rewolwerowców przypadkiem zostaje wplątanych w intrygę małego miasteczka
  • Współczesność - Młody wojownik chce zostać najsilniejszy na świecie
  • Niedaleka przyszłość - Nastolatek wychowany w sierocińcu z mocą czytania w myślach, chce udowodnić swoją wartość
  • Daleka przyszłość - Nowy robot autonomiczny jest świadkiem coraz dziwniejszych wydarzeń na statku kosmicznym, który lada moment ma dotrzeć do ziemi

Jaskiniowcy w samochodach


Chociaż setting każdej historii będzie oddany bardzo wiernie, na tyle, że łatwo będzie wczuć się w klimat, to równocześnie kreacja świata jest bardzo luźna. Ciężko powiedzieć, gdzie jest granica tego wszystkiego. Jeśli jeszcze wspomniane samochody u jaskiniowców można zrzucić na wybitnie slapstickowy humor tej opowieści, tak już historia z dzikiego zachodu jest utrzymana w całości w westernowej konwencji dzikiego zachodu… żeby w ostatniej chwili boss miał miniguna. Nie jest to nic złego, ale powoduje małe zdziwienie.
5
Tego typu “nierówności” występują często. Wiadomo, że historyjki nie mogą być równe, ale wspomniany już dziki zachód jest wyjątkowo krótki i prostolinijny, a np. opowieść o shinobi powala rozmachem. Mapa jest skonstruowana, korzystając ze wszystkich dobrodziejstw tego stylu graficznego: Jest mnóstwo ukrytych przejść, wiele dróg do celu, na myśl przychodzi Final Fantasy 6, czyli powszechnie uznana najlepsza część “pikselowych” fajnali. Fabuła od razu daje nam wybór: skradamy się lub zabijamy wrogów. W trybie skradankowym nie zdobywamy expa i leveli, ale można to “obejść” wyszukując specjalne duchy, które nie liczą się jako zabójstwa. Nie ma ich dużo, ale pozwolą zdobyć wystarczająco doświadczenia, żeby podejść spokojnie do głównego bossa.
6
To jeszcze nie wszystko! Główny cel misji można również osiągnąć na co najmniej dwa różne sposoby, a mniejszych odnóg jest jeszcze więcej. Pod tym względem chyba każda inna historia wypada po prostu blado. Co prawda w dzikim zachodzie też mamy duży wpływ na to, który NPC zrobi którą pułapkę, ale nie czuć mocno, żeby nasz wybór miał wpływ na cokolwiek. Ma to wpływ tylko na ostatnią walkę.

Walki są proste


No właśnie. Nie wiem, czy są w tej grze walki, które są jakimś większym wyzwaniem. Z reguły to tylko nudny zabijacz czasu. Niezależnie od historii. Postacie mają dosyć dużo różnych skilli, dopasowanych do postaci, np. jaskiniowcy mogą obrzucać wrogów kupą, a dzieciak czytający w myślach będzie atakował, używając mocy psionicznych. Tylko co z tego, jeśli szybko odkryjecie, że każda postać ma jeden-dwa najlepsze ataki i innych nawet nie użyjecie?

To jest jeszcze do przeżycia w trakcie każdej z siedmiu historii: ilość i częstotliwość walk jest dopasowana do opowieści, stąd będą takie, gdzie przez całą historię stoczycie góra trzy walki! W niektórych to właściwie od nas zależy, ile walk stoczymy. Problem zaczyna się po przejściu siedmiu historii: w “podsumowaniu” walk jest tak dużo (i są tak nudne), że może być ciężko dokończyć grę.

Swoją drogą, tak, po siedmiu historiach jest coś jeszcze. Live a Live jest dłuższe niż siedem historii po 1-2 godziny każda. Nie powiem jednak, co jest dalej, bo byłby to spory spoiler.

Walki same w sobie są dosyć ciekawe: arena to siatka kwadratów, a nasze skille działają na określone pola. Naszym zadaniem jest tak ustawić postać, żeby skill trafił w przeciwnika. Gdy się ruszamy, przeciwnikom rośnie ich pasek akcji. Gdy się zapełni, przerywają naszą turę na swój atak. Proste, ale wymaga czasem małego kombinowania. Walka jest czasem utrudniona przez fakt, że modele wrogów często zajmują więcej miejsca, niż na to wygląda.
9

Wykonanie z dbałością o szczegóły


Widać to na każdym kroku. Live a Live to przykład tego, jak powinien wyglądać perfekcyjny remake. Odnowiona, przepiękna pikselowa grafika robi ogromne wrażenie. Nie jestem w stanie się nachwalić jaki efekt został osiągnięty tutaj, po prostu przyjrzyjcie się screenom. Muzyka jest nagrana od zera, a jest tak piękna, jak to było możliwe chyba tylko w starych jRpg. Zdecydowanie jest to soundtrack do zapamiętania.
1
Nie podoba mi się dubbing: w przeciwieństwie do oryginału remake dostał pełne udźwiękowienie dla najważniejszych postaci. Niestety dubbing prezentuje się blado. Sporo głosów, chociaż poniekąd pasujących do granych postaci wydaje się suchych i niedopasowanych, jakby aktorzy czytali beznamiętnie tekst z kartki. Być może jest to kwestia faktu, że krótkie historie przedstawiają bardzo sztampowe postacie: w westernie to kowboje jak wyjęci z filmu, nie ma w nich nic oryginalnego.

Twórcy zresztą nie ukrywają, skąd czerpali inspirację do tworzenia fabuły i postaci. We wspomnianej historii na dzikim zachodzie każdy NPC ma popularne “westernowe” imię. W każdej historii znajdziecie nawiązania do popkultury.
4
Dbałość o szczegóły widać na każdym kroku: W pewnym momencie muzyka “jest grana” przez trzyosobowy zespół npc. Każdemu z nich możemy dać inne zadanie. Gdy będzie przerywał grę, faktycznie z muzyki zniknie jeden instrument, aż nastanie cisza, gdy wydamy dyspozycję każdemu z nich. Remake jest zrobiony tak dobrze, że loading screeny mijają zbyt szybko, żeby przeczytać jakąkolwiek podpowiedź umieszczoną wtedy na ekranie! (Na szczęście można je poczytać w menu, chociaż nie są raczej potrzebne.)

Trzeba mieć fantazję dziadku!


Ok, dziadkiem może jeszcze nie jestem, ale i tak mało co potrafi mnie zaskoczyć. Jednak grając w Live a Live, często przecierałem oczy ze zdumienia. Zupełnie jakbym w 1994 grał w to jako siedmiolatek. Były już wspomniane samochody u jaskiniowców (jak u Flinstonów!). Opowieść w niedalekiej przyszłości zaczyna się od energicznego intro nawiązującego wyraźnie do openingów anime o walkach mechów! Cudowne.

Live a Live to świetny remake naprawdę oryginalnej gry i osobiście cieszę się, że mogłem nadrobić ten tytuł. Gra pozytywnie zaskakuje na każdym kroku, nawet w nudniejszych momentach. Mały minusem jest to, że po mocno story-driven siedmiu opowieściach następuje fragment, w którym częstotliwość walk jest zdrowo przegięta. Nie zmienia to faktu, że mogę Live a Live wystawić ocenę 9/10.

Dziękujemy fimie ConQuest Entertainment za dostarczenie gry do recenzji.


Plusy:

Thumb Up

Idealnie odnowiona przepiękna pikselowa grafika

Thumb Up

Nagrany od zera mega klimatyczny soundtrack

Thumb Up

Oryginalne podejście do opowiedzianej historii

Thumb Up

Rozmach!


Minusy:

Thumb Down

Walki nie są zbyt wymagające

Thumb Down

Pod koniec walk jest zbyt dużo

9 / 10

Nasza ocena

Awatar

Konrad Lippert



Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz