Recenzja Layers of Fear: The Final Masterpiece Edition na Nintendo Switch 2
Bloober Team nie powiedział ostatniego słowa na Nintendo Switch 2. Po bardzo udanym Cronosie, który rozkochał w sobie wielbicieli survival horrorów (i dalej uważam, że działał na Switch 2 bardzo dobrze poza jednym poważnym błędem, którego mam szczerą nadzieję, że już się pozbyli) przyszedł czas na kolejną pozycję z ich biblioteki. Starszą - bo od Layers of Fear zaczynali w 2016 roku - i nowszą, bo mamy tu do czynienia z jej remakiem z 2023 roku, który jednocześnie oddaje w ręce graczy kompilacje wszystkich części serii wraz z dodatkami.Cudo to przeniosło cały silnik gry do Unreal Engine 5 i uzbroiło się w Ray Tracingową technologię Lumen, co dla NSW2 wciąż pozostaje kwestią rzadko eksplorowaną. Jest to więc nie tyle powrót do horrorowego symulatora chodzenia, co warty odnotowanie test Switcha 2.
Test, który konsola… zdała. Jako tako, ale zdała. Warte odnotowania jest to, jak Bloober szanuje i wykorzystuje funkcje sprzętu Nintendo. Pozwalają na obszerne w konsolowym świecie opcje ustawień graficznych, jak i oferują pełną gamę opcji sterowania w grze - łącznie z notorycznie pomijaną na NSW2 myszką. Widać, że nie jest to port na odwal się, a faktycznie rzecz, do której przysiedli i się jej poświęcili. To się ceni!Poświęcenie to zapewnia nam 60 fpsów. Pokuszę się o stwierdzenie, że stałe, choć zanim otworzymy szampana, to warto nadmienić, że Layers of Fear to seria mniejszych pokojów w posiadłości, co dla parametrów sprzętowych jest zdecydowanie łatwiejsze. Owszem, jest tu sporo grania światłem, a pokoje rzadko są puste, ale wciąż mniejsza przestrzeń nie jest tak wymagająca. Uszczuplenia czekają na nas w wersji handheldowej, ale tamtejsze 30-40 fps to też zdecydowanie wystarczająca wartość dla tego gatunku gier. Szczególnie że inne uszczuplenia w tej wersji (poza oczywistą rozdzielczością) nie są odczuwalne.
Niemniej to ta wspomniana konstrukcja gry jest powodem, że Switch 2 test zdał jakoś, a nie w cuglach. Widać tu wyraźne ustępstwa/uszczuplenia w porównaniu z innymi sprzętami (w tym z najsłabszym XBox Series S). Nie wszystko wyświetla się w tej samej ostrości lub też nie wyświetla się wcale. Ewidentnie poszły graficzne cięcia, żeby całość osiągnęła te fpsowe wartości. Nie muszę więc tłumaczyć obaw przed innymi grami na Unreal Engine 5, które ten świat będą miały znacznie bardziej otwarty. Mogą być ciężary! Oczywiście nie są to rzeczy, które bardzo mocno wpłyną na odbiór gry dla tych, którzy nie grali w Layers of Fear nigdy wcześniej. To switchowe Final Masterpiece jest wciąż rozsądnym wyborem.Rozsądnym, o ile lubisz symulatory chodzenia. Nie jest to gatunek dla wszystkich, nie jest też dla mnie, choć uwielbiam horrory. Tempo ich nigdy nie jest dostatecznie żwawe i zbyt często wkrada się nuda. Kompilacja ta próbuje spiąć obie części w jedną całość i powiedzmy, że jakoś jej to wychodzi. Nadpisano tu historię pisarki, która udaje się pisać książki, a tymi okazują się fabuły poszczególnych gier.
Fabuły nastawione na psychologiczne doznania i prowadzące narrację przede wszystkim za pomocą otoczenia i notatek. Te, dla nielubiących czytać, będą w większości odczytane przez lektora, choć polski dubbing nie zawsze dowozi jakość. Wielu aktorów głosowych wydaje się totalnie nie trafiać w serwowane tu nuty. Momentami miałem wręcz wrażenie, że nie wiedzieli, co czytają. Nie jest to tendencja stała, bo i gra podzielona jest na kilka odrębnych opowieści, ale przy pisarce zalecałbym odpalić angielskie głosy… i bezpieczniej pewnie przy nich zostać.Historie w tych grach są najmocniejszym punktem, a chęć poznania ich w pełni powinna zadowolić każdego. Pierwsza spina się serwując doświadczenie z kilku perspektyw, a siłą dwójki zawsze będą filmowe nawiązania.
Mechanicznie nie zastaniecie tu jednak nic poza serią zagadek i okazjonalnym odpędzaniem nieproszonego gościa za pomocą światła (Alan Wake!) lub wprawianiem w ruch manekiny. Nie jest to tytuł trudny, a i nie jest też przesadnie straszny. Oczywiście, drugie to kwestia wrażliwości, ale mnie tutejsze patenty prędzej ciekawiły, niż wypełniały gacie. Fajnie niektóre rzeczy wymyślili, ale wciąż ciekawość > strach. Jakby to był slasher klasy B, to byłbym tym, który podchodzi do wszystkiego, co daje niepokojące sygnały i najpewniej ginie jako pierwszy.Layers of Fear: The Final Masterpiece Edition to fajna kompilacja i najlepszy sposób na poznanie tej serii. Nie będzie ode mnie wielkiej miłości, bo jednak nuda wkradała się zdecydowanie za często, ale jak wspomniałem - wszystko sprowadza się do akceptacji takich walking simów. Jeśli ktoś gustuje, to się nie zawiedzie… ale wtedy już zapewne Layers of Fear po prostu zna. Cieszy obecność na Switchu w tej formie, cieszy, że działa to sprawnie, ale obawy na przyszłość sprzętu też da się dla siebie z tego wszystkiego wyciągnąć.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Bloober Team
Plusy:
Historia i narracja na bardzo wysokim poziomie - ta środowiskowa i w formie notatek
Zapewnienie wszystkich sposobów sterowania dostępnych na NSW2
W dużej mierze stałe 60 fpsów, więc i satysfakcjonujący sposób przedstawienia/optymalizacja…
Minusy:
…aczkolwiek uszczuplenia względem innych konsol są tu widoczne na każdym kroku i można było oczekiwać więcej przy takiej konstrukcji gry
Mało gry w grze - symulatory chodzenia szybko potrafią zaserwować nudę