Zrzut ekranu 2026-10-28 130130

Właściciel zdjęcia: Red Art Games

Recenzja Joe & Mac Retro Collection na Nintendo Switch 2

Kultowa seria kooperacyjnych platformówek dla wszystkich gamingowych jaskiniowców. Joe & Mac: Caveman Ninja to seria gier od Data East z początku lat 90’, która swoje największe triumfy święciła na konsoli SNES. Za zebranie trzech gier w jedną retro kolekcję wzięło się Red Art Games, które wypuściło je w bardzo podobnej formie, jak to było w przypadku niedawnego Super Bomberman Collection.
20261015-01M4Y20P867V6T81WY2GA84ZJN-80E574CF-2758-4328-9B1E-3BC77A9D482C
To oznacza, że dostajecie gry wierne oryginalnym wersjom, które zyskały możliwości znane doskonale wielbicielom takich zbiorów. Mamy możliwość zapisywania stanu gry, cofania wszystkich nieudanych skoków, narzucenia na ekran odpowiedniego retro filtra, a w towarzystwie różnych kolorowych ramek można jeszcze spróbować swoich sił w trybie Boss Rush.

Trzy gry, które trafiły na tapet to Joe & Mac: Caveman Ninja (1991),  Congo’s Caper (1992) oraz Joe & Mac 2: Lost in the Tropics (1994). Gry z jednego sprzętu (SNES, choć pierwsza odsłona była dostępna na wielu), ze zbliżonymi datami premiery, ale mechanicznie wcale nie tak podobne, jakby się mogło wydawać.
20261015-01M4Y20JAPWGDCY9C3AC61ANN1-0CDC188C-5373-40A4-9DFF-5DD8AF941E8D
Pierwsza część to to, czego najpewniej wszyscy oczekują. Platformówka w dużej mierze skupiająca się na walce - tj. więcej tu ciskania w przeciwników niż trudnych skoków. Wszystko w humorystycznym, jaskiniowym tonie, co raczej objawia się komiczną mimiką pokonywanych dinozaurów, a nie tekstowymi gagami - byłoby o tyle trudne, że tekstu, czy też fabuły, tu zwyczajnie nie ma, bo ratowania księżniczki nie uznajemy za takową. 

Jest to gra uznawana za najlepszą z całej franczyzy i powód, dla którego w ogóle można mówić o jakiejkolwiek serii, czy o kolekcji po ponad 30 latach. Jeden lub dwóch graczy staje za sterami jaskiniowca/-ów i zyskując nowe bronie, próbuje przetrwać dość wymagającą walkę z prehistorycznymi gadami. O ile cenię tę grę za różnorodność w samych planszach, która w roku 91’ robiła zapewne spore wrażenie (sympatyczny lot na ledwo trzymającym nas pterodaktylu itp.), tak w kwestii bossów jest to produkcja bardzo oszczędna. Zachwyca na start, by później serwować ciągłe powtórki ze zmiennymi kolorkami. Rozumiem znikome możliwości sprzętowe i ograniczone assetty, ale dziś to będzie spory problem w godzinnej przygodzie. Inna sprawa, że ostatni boss to mocno przeciągnięta walka, gdzie hojnie rozdawane punkty życia bardzo się przydadzą.
20261015-01M4Y20E9TKNVEZKYZJSS8ZD4S-C7A4FB2D-25D6-486F-BF97-ED14C6FDEEBE
Congo’s Caper był często traktowany jako osobna marka, ale w Japonii był zawsze częścią familii. Gra, która mocno przyspiesza nasze zmagania, rozwija świat, jak i oferuje zdecydowanie większą różnorodność w szeregu bossów. I tak jak wszystko to brzmi, jak krok w odpowiednią stronę, tak sam gameplay jest uwiązany z bardzo dużą umownością hit-boxów. Ja wiem, to stare czasy, nie wypada się czepiać, ale dość powiedzieć, że na powyższym screenie (to ja, małpa!), machając w sporej odległości od T-Rexa, odbieram mu HP bez żadnego problemu. Razi to po oczach. Sama gra ewidentnie zapragnęła iść w kierunku Wonder Boya czy Adventure Island, bo oferuje swoją porcję transformacji, ale daleko jej do tamtego poziomu. 

Joe & Mac 2 to nietypowa rzecz. Określiłbym to jako jedynkę, która zapragnęła fabuły i wioski, jako punkt wyjścia do kolejnych wypraw. W 94’ rzecz traktowana jako coś dziwnego dziś pewnie zostanie najbardziej doceniona. Mamy tu dialogi, czy wydawanie zdobytych zasobów. Zalążki life-sima wmieszane w prostą platformówkę. Prostą, bo ucierpiał poziom trudności, który już nie jest taką nieustanną akcją jak poprzednio. Nie ma też tyle eksploracji, co w Congo’ Caper, ale linia bossów (mocno inspirowana jedynką) nie straszy już powtórkami z rozrywki. Aż dziw, że pomimo tych dodatków nie rośnie jakoś czas trwania całej produkcji, który pozostaje zbliżony dla każdej z trzech gier.
20261015-01M4Y20A55JWH3ES7TPJ3P5K31-50078E77-B64A-496E-B9EE-92F93E73E636
I chyba tu będzie największy problem tej kolekcji - ona nie starcza na zbyt długo. Jest sprofilowana stricte pod największych sympatyków marki, którzy będą chcieli pudełko na swojej półce. Wszyscy inni potraktują to w formie ciekawostki. Prawdopodobnie jednorazowej. To nie są platformówki najwyższej próby. Dwójka zrobi małe wow, jedynka uruchomi nostalgię, a Congo przypomni o lepszych grach tego typu. Mogło być gorzej. Mogło to być na poziomie New Joe & Mac: Caveman Ninja. 

Dziękujemy za klucz do recenzji wydawcy 


Plusy:

Thumb Up

Trzy klasyczne gry ze SNESa z dość oczywistym zestawem dodatków - zapis, cofanie, filtr

Thumb Up

Nostalgia do jedynki na pewno będzie motorem napędowym całości

Thumb Up

Joe & Mac 2 zyskuje po latach - to, co kiedyś mocno dziwiło, dziś zostanie docenione


Minusy:

Thumb Down

Niewielka zawartość, bo każda gra to około godzina zabawy

Thumb Down

Brak innych wersji pierwszego Cavemana - tu wypadało iść na całość, nawet jeśli ta ze SNESa jest najlepsza

Thumb Down

Hit-boxy w Congo’s Caper

6 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz