Hunt the Night to gra w klimatach mrocznego fantasy, gdzie panuje wyraźny podział między dniem i nocą. Za dnia ludzie mogą funkcjonować, a w nocy dominują potwory. Potwory, które trzymają się swej powinności i atakują ludzi nieustannie. Odpowiedzią na ich działania są stalkerzy. Specjalnie powołana jednostka wojowników, która wypuszcza się po zmroku i zaczyna swoje polowanie.Obserwowana z izometrycznej perspektywy i odziana w szaty retro gra studia Moonlight Games została sfinansowana na Kickstarterze. To przede wszystkim przygoda wypełniona zagadkami środowiskowymi i walką. Coś jakby Zelda przeszła na mroczną stronę i zaadaptowała kilka soulsowych naleciałości - z klimatem, systemem zapisu i wymagającymi bossami na czele.
Brzmi to świetnie na papierze. Twórcom udało się ugryźć gęstą atmosferę. Design poziomów zasługuje na pochwałę. Jest odpowiednia kolorystyka, są ciekawe/niepokojące pomysły, a bossowie też dźwigają brzemię bycia gigantycznym generałem, którzy przytłacza rozmiarami. Mamy też tu rozwój postaci za sprawą pozyskiwanego ekwipunku, co pozwala dostosować delikatnie build do swoich potrzeb, jak i pozyskiwanie skilli - tak magii oraz tych służących do rozwiązywania zagadek.Znów to powiem - brzmi jak coś “mojego”. Wiadomo, że skala jest drastycznie mniejsza i porównywalna z pierwszym Morbidem, ale zawód przychodzi dopiero z kontrolerem w ręku. Jest tu sporo niedociągnięć, które w świecie soulsów po prostu nie przystoją. Przede wszystkim hitboxy bywają pokraczne. Działają trochę na własnych, bliżej graczowi niezrozumiałych zasadach. W parze z nimi idzą i-framesy naszej rolki/dasha, które też pozostawiają sporo do życzenia. W tym gatunku nie możesz się czuć oszukiwanym, a Hunt the Night tej obietnicy w moim odczuciu nie spełnia. Obrywałem, kiedy oberwać nie powinienem, a unikałem, kiedy dostać wypadało. Oczywiście nie jest to gra nie do przejścia, a i do takich rzeczy idzie się dostosować, ale sam fakt, że muszę się dostrajać do niedociągnięć technicznych, jest wymowny.Inna sprawa, że na Switch 2 działa to średnio. Wczytuje się dość długo (na Switch 2, wyglądając tak…), a w poruszaniu daje delikatne wrażenie input laga. Jest to pewnie podyktowane ociężałością ruchów, ale ta jest wyraźnie mniejsza na PlayStation 5, więc winię tu optymalizację.
Z klimatu może wytrącać wizerunek naszej postaci, ale bossowie zadośćuczynią nam tamtejsze braki. Podobali mi się. Tak po ludzku spełniali swoją powinność. Może nie tyle mechaniczną (choć też potrafią zaskoczyć atakami), ale przede wszystkim wizualną. Kilku jest naprawdę monumentalnych i fajnych. Druga połowa wpada do worka tych zwyczajnych, ale gra nie pozostawia wątpliwości, że celebruje te momenty, tak jak robią to soulslike’i. O moim zboczeniu w kierunku tego gatunku niech świadczy fakt, że ilość ekspozycji świata była tu dla mnie totalnie zbędna. Trochę dialogów nas tu czeka (na szczęście jest polska lokalizacja kinowa), ale o zainteresowaniu próżno mówić.Hunt the Night to Zelda, która skręciła w mroczną stronę, to soulslike, który przeniósł się do czasów retro i finalnie to gra Moonlight Games, która wciąż powinna się gotować, a może nawet trafić w bezpieczniejsze/sprawniejsze ręce. Był tu pomysł, były fundamenty, ale ostatniego szlifu mi zabrakło. Finalnie spadnie to do rangi przeciętniaka, który, jak mniemam, zostanie szybko zapomniany. To powinno być coś więcej. Dalej uważam, że wielu graczy polubi się z tym tytułem, ale… bo zawsze musi być jakieś ale.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Dangen Entertainment
Plusy:
Mroczny klimat Bossowie - często obrzydliwi i monumentalni
Możliwość, choćby tak ograniczonego, dostosowania buildu postaci pod swoje potrzeby
Zagadki środowiskowe inspirowane Zeldą
Polska lokalizacja (napisy)
Minusy:
Nacisk na fabułę uważam za zbędny
Hitboxy działają pokracznie
Input lag mocno doskwiera podczas grania na Switchu
Optymalizacyjnie powinno być to bardziej dopieszczone - tak wyglądać i tyle sią ładować na Switch 2, to potwarz