Doomsday Hunters

Właściciel zdjęcia: Moregames Entertainment

Recenzja Doomsday Hunters na Nintendo Switch

“Rogale” to prosty gatunek. W zasadzie tą prostą konstrukcją do siebie przekonuje, a potem kontruje wygórowanym poziomem trudności. Fabuła interesuje Cię luźno, poziomy generują się losowo, a Ty czerpiesz satysfakcję z achievementów i dajesz sobie wjechać na ambicję. Tak przynajmniej to wygląda z pozoru. Gdyby tylko tym się cechowały, to większość byłaby hitami, co oczywiście jest dalekie od rzeczywistości.

Na każdego Isaaca, Hadesa, Dead Cellsy czy Gungeona, przypada kilka mniej atrakcyjnych tworów, które bawią przez moment, a potem nikt o nich nie pamięta. Za sukcesem musi iść ciekawy design, intuicyjne sterowanie i losowość, by każda kolejna próba różniła się od poprzedniej. Doomsday Hunters od studia Moregames podejmuje te rękawice. Po sporym czasie spędzonym w fazie early access, wersja 1.0 przychodzi równocześnie na Nintendo Switch - 20 lipca 2023 roku.

Hrabia powraca


420 rok po kataklizmie. Ziemia, jaką znasz, poszła w niepamięć. Prawa fizyki przestały działać, magia miesza się z technologią, a na powierzchni pełno kosmitów, robotów i demonów. Tylko człowiek jest w stanie się zaadaptować do nowej rzeczywistości i stawić czoła powracającemu z mroku Draculi. Swoją drogą gra wcześniej nosiła nazwę I, Dracula: Genesis… dobrze, że zmienili.

Cokolwiek nie powiedzieć o fabule - wygodnie podeszli do tematu. Jest absurdalnie, ale taki fundament w kwestii dalszego tworzenia otoczenia i przeciwników daje duże pole do popisu. I faktycznie biega tu sporo dziwnych maszkar, a z każdym kolejnym levelem odblokowujemy nowych oponentów - o ile w ferworze dynamicznej walki uda Ci się im przyjrzeć. My klasycznie zaczynamy od wyboru postaci, podstawowego ulepszenia i ruszamy na randomową przygodę.
boss
Każdy etap podzielony jest na wyspy. Zabieg stylistyczny, który nijak nie różni się od pokoi znanych z prawie każdego przedstawiciela gatunku. Wszystkie wyspy otoczone są radioaktywną wodą, więc należy mieć to na uwadze rolując, czy tańcząc wokół kul przeciwnika. Po pokonaniu stada możemy przenieść się do następnej lokacji, oczekując ulepszeń, perków albo chwili wytchnienia. Każdy etap zakończony bossem i ewakuacją na żądanie po jego pokonaniu.

Enter the Island


Dynamiki odmówić im nie mogę. Ten mało znany twin-stick shooter nie ustępuje pod tym względem najlepszym. Co chwila coś wybucha, a Ty musisz pozostać w ciągłym ruchu. Jest to na tyle szybka mieszanka, że będziecie potrzebować chwili na okiełznanie wszystkiego, by kolejne runy okazały się bardziej przemyślane i nie zakładały jedynie desperackiej walki o życie.
walka
Mam wręcz wrażenie, że tego jest za dużo. Czułem się lekko przytłoczony przy kilku pierwszych podejściach. Przedmioty do wykorzystania, bajery do rzucania, perki, specjale, klątwy, modyfikatory i bronie przepełnione statystykami, których działanie ciężko przewidzieć - bierzesz coś przypominającego karabin zagłady, a strzelasz jakąś parą. 

Aspektem nietypowym będzie posiadanie pełnoprawnego ekwipunku, łagodzący nam napotkaną losowość. Podniesiona broń nie musi nam zastępować posiadanej i może zostać przerzucona do plecaka. Tam dokonujemy swobodnych wymian (tj. choćby w trakcie walki), co jednak okazuje się nieść ze sobą szybko malejącą amunicję. Niektóre perki generują nam jej więcej, ale miewałem runy, które zbyt często polegały na uciążliwym tasowaniu spluwami w plecaku.

Red Dead Redemption w sklepach od 188.90zł
Gamefinity.pl
188.90zł
Sprawdź

Jest gen losowości


Mamy tu łącznie ponad 1000 itemów, co jest satysfakcjonującą ilością. To wszystko niesie ze sobą niepodważalny atut różnorodności. Już sam dobór postaci to jak deklaracja wokół jakiejś konkretnej klasy, a nie tylko ładniejsza skórka. Praktycznie każdy mój run mocno różnił się od pozostałych. Stawałem się po trafieniu kulką niczym w niedawnym Metroid Prime Remastered (co ułatwia szybsze przemieszczanie się na odrobinę bezpieczniejszy teren), by zaraz moje HP podzieliło się na serduszka z życiem, jak w rasowych platformówkach.
pila
Wiele zaskoczeń tu na nas czeka, choć gwarantowane było tylko to, że na Switchu interfejs jest dość nieprzyjazny. To chyba jedyny element, gdzie tak mocno czuć było niedostatki budżetowe. Czasami w menu mogłem poruszać się pole po polu, by innym razem zmuszono mnie do sterowania imitacją kursora. Zamiana wszelkich przedmiotów też wydaje się mało intuicyjna na pierwszy rzut oka. Jest tu sporo drobnych niedociągnięć, które wymagają uwagi twórców i patcha. Czuć jednak we wszystkim taką pasję, że jestem pewny dopieszczenia mankamentów z czasem.

W przygotowaniu pozostaje jeden ważny element - kooperacja. Fajnie byłoby mieć możliwość przedzierania się w duecie i przypomnieć czasy, gdy zagrywało się w Enter the Gungeon (wciąż mocno niedocenianego). Pozostaje jednak kwestia, czy nie wiązałoby się to z jeszcze większym chaosem, którego już mamy pod dostatkiem? Mam wrażenie, że tak.

Jest gen jeszcze jednej próby


Najważniejsze elementy składowe są zdecydowanie na miejscu. Tutejsza 16-bitowa grafika ma swój niewątpliwy urok, choć na listę zauroczonych się nie wpiszę. Bossów jeszcze zdaje się ciut za mało (podobno 20), a wariacje wokół tego samego potrafią czasami razić po oczach. Terenów zmieniających przede wszystkim kolor gleby się nie czepiam, bo mało który “rogal” pozwala sobie na więcej.

Przypominam, że Isaac biega większość czasu po piwnicy i nikt przesadnie na to nie narzeka. Doomsday Hunters to bez wątpienia ukryty diamencik. Gra zasługująca na uwagę i bez zaporowej ceny na start (68 zł). Opakowanie może nie wszystkim się podobać (to wciąż na wskroś produkt niezależny), ale w środku znajdziecie kawał poważnego “rogala”.

Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Moregames


Plusy:

Thumb Up

Mnogość przedmiotów i możliwości, która momentami wręcz przytłacza

Thumb Up

Praktycznie cały czas coś odblokowujemy

Thumb Up

Dynamika pojedynków i wygodne strzelanie

Thumb Up

Plecak gromadzący nam broń…


Minusy:

Thumb Down

… i idąca za tym zdecydowanie za szybko kończąca się amunicja w każdej z nich

Thumb Down

Drobne mankamenty w interfejsie

8.5 / 10

Nasza ocena

Ring Fit Adventure w sklepach od 297.44zł
Electro.pl
297.44zł
Sprawdź
Avans.pl
297.44zł
Sprawdź
Awatar

Niko Włodek



Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz