Artykuł przypominający o jednym z lepszych nowożytnych jRPG. Tytule rozkładającym czerwony dywan dla grafiki 2D-HD, którą Square Enix praktykuje do dziś. Mowa oczywiście o wydanym w 2018 roku Octopath Traveler, który wraz z wydaną pięć lat później kontynuacją trafił wczoraj na Nintendo Switch 2. Przez pewien czas (a w kwestii konsol to przez dłuższy) gra pozostawała tytułem ekskluzywnym dla pierwszego Switcha, a dziś liczy sobie trzy części, gdy do dwóch wymienionych doszedł Octopath Traveler 0 - oparty mocno na mobilnej wersji tytułu, Champions of the Continent.
1 października Square postanowiło wrócić do swojego hitu i usprawnić go dzięki mocy nowego sprzętu Nintendo. Z 30 fpsów, które potrafiły dropnąć, zrobiło się 60 (które też czasami miewają delikatny zawał), a czasy ładowania są krótsze niż poprzednio, co przy częstych podróżach jest odczuwalnym usprawnieniem. Obok tego wszystkiego zyskujemy lepszą jakość obrazu, choć akurat w przypadku 2D-HD to poprawa minimalna - skoro zachwycaliśmy się poprzednio (szczególnie drugą częścią), to też nie ma co oczekiwać cudów na tym polu, bo i takowe nie były potrzebne.
Niestety na tym kończy się krótka lista "aktualizacji", a całość ma porównywalną ilość rzeczy doskwierających tej reedycji. Nie jest to faktyczny "upgrade", a kompletnie nowy program. To oznacza, że nie przeniesiemy swoich zapisów ze Switch 1. To częsta praktyka w przypadku gier Square Enix, którzy takim działaniem odcinają się od posiadaczy wersji z poprzedniego sprzętu. Chcąc wrócić do ośmioosobowej przygody na NSW2, musimy liczyć się z tym, że zaczniemy ją od początku.
A od początku oznacza tu spokojnie 70+ godzin (na każdą z części!) pełne turowych pojedynków w najbardziej klasycznym wydaniu. Ten system walki z punktami BP (punkty, którymi boostujemy swoją akcję i wykonujemy kilka ciosów zamiast jednego) oraz słabościami przeciwnika (dotyczącą poszczególnych broni), to zdecydowanie mój ulubieniec ostatnich lat. Coś, w czym jestem w stanie tkwić bez poczucia znużenia. Niezależnie ile razy trafiłbym na podobny zestaw przeciwników, to walki z bossami zawsze wynagradzały z nawiązką - szczególnie dobrze sprawdzają się wizualnie, znacznie przewyższając gabarytami naszą ekipę. Każdy z naszych przeciwników ma określony status obronny, który przełamujemy, otwierając go na najpotężniejsze uderzenia. Punkty te odbieramy mu po wykorzystaniu broni/żywiołu, na który jest słaby. I ta spirala trwa tu w najlepsze, bo mówimy o indywidualnych historiach dla każdego z 8 bohaterów (wszystkie podzielone na cztery akty). Zbiera się ich do drużyny, podróżują w grupie, ale fabularnie pozostają oni osobnymi bytami. Może to tworzyć pewien dysonans, szczególnie w totalnie rozszczepionej pod tym kątem jedynce (dwójka nieco ten stan poprawia), ale to paradoksalnie jest jRPG, w którym opowieść nie jest jego wiodącym punktem.
Zresztą nie trzeba tego tłumaczyć tym, którzy lubią jRPG i Octopath Travelery. Oni tak naprawdę nie mają powodów, żeby wracać do tej gry na NSW2. Ilość zmian nie będzie warta tej ceny, a wydanie pudełkowe jest niestety spłycone do Game-Key Cardów. Jeśli jednak ktoś nigdy nie próbował tych gier, to priorytetowo potraktowałbym właśnie to nowsze wydania. Zawsze milej skorzystać z usprawnień. Dodam jeszcze jedną sugestię - zacząłbym od dwójki, serio. To nie jest coś, w czym ciągłość fabularna będzie wam dyktować przyjemność z grania. Dwójka poprawia wiele elementów, które w jedynce mogą wam się nie spodobać i niesłusznie odbić was od całej serii - a to uważam za sporą stratę.
1 października Square postanowiło wrócić do swojego hitu i usprawnić go dzięki mocy nowego sprzętu Nintendo. Z 30 fpsów, które potrafiły dropnąć, zrobiło się 60 (które też czasami miewają delikatny zawał), a czasy ładowania są krótsze niż poprzednio, co przy częstych podróżach jest odczuwalnym usprawnieniem. Obok tego wszystkiego zyskujemy lepszą jakość obrazu, choć akurat w przypadku 2D-HD to poprawa minimalna - skoro zachwycaliśmy się poprzednio (szczególnie drugą częścią), to też nie ma co oczekiwać cudów na tym polu, bo i takowe nie były potrzebne.
Niestety na tym kończy się krótka lista "aktualizacji", a całość ma porównywalną ilość rzeczy doskwierających tej reedycji. Nie jest to faktyczny "upgrade", a kompletnie nowy program. To oznacza, że nie przeniesiemy swoich zapisów ze Switch 1. To częsta praktyka w przypadku gier Square Enix, którzy takim działaniem odcinają się od posiadaczy wersji z poprzedniego sprzętu. Chcąc wrócić do ośmioosobowej przygody na NSW2, musimy liczyć się z tym, że zaczniemy ją od początku.
A od początku oznacza tu spokojnie 70+ godzin (na każdą z części!) pełne turowych pojedynków w najbardziej klasycznym wydaniu. Ten system walki z punktami BP (punkty, którymi boostujemy swoją akcję i wykonujemy kilka ciosów zamiast jednego) oraz słabościami przeciwnika (dotyczącą poszczególnych broni), to zdecydowanie mój ulubieniec ostatnich lat. Coś, w czym jestem w stanie tkwić bez poczucia znużenia. Niezależnie ile razy trafiłbym na podobny zestaw przeciwników, to walki z bossami zawsze wynagradzały z nawiązką - szczególnie dobrze sprawdzają się wizualnie, znacznie przewyższając gabarytami naszą ekipę. Każdy z naszych przeciwników ma określony status obronny, który przełamujemy, otwierając go na najpotężniejsze uderzenia. Punkty te odbieramy mu po wykorzystaniu broni/żywiołu, na który jest słaby. I ta spirala trwa tu w najlepsze, bo mówimy o indywidualnych historiach dla każdego z 8 bohaterów (wszystkie podzielone na cztery akty). Zbiera się ich do drużyny, podróżują w grupie, ale fabularnie pozostają oni osobnymi bytami. Może to tworzyć pewien dysonans, szczególnie w totalnie rozszczepionej pod tym kątem jedynce (dwójka nieco ten stan poprawia), ale to paradoksalnie jest jRPG, w którym opowieść nie jest jego wiodącym punktem.
Zresztą nie trzeba tego tłumaczyć tym, którzy lubią jRPG i Octopath Travelery. Oni tak naprawdę nie mają powodów, żeby wracać do tej gry na NSW2. Ilość zmian nie będzie warta tej ceny, a wydanie pudełkowe jest niestety spłycone do Game-Key Cardów. Jeśli jednak ktoś nigdy nie próbował tych gier, to priorytetowo potraktowałbym właśnie to nowsze wydania. Zawsze milej skorzystać z usprawnień. Dodam jeszcze jedną sugestię - zacząłbym od dwójki, serio. To nie jest coś, w czym ciągłość fabularna będzie wam dyktować przyjemność z grania. Dwójka poprawia wiele elementów, które w jedynce mogą wam się nie spodobać i niesłusznie odbić was od całej serii - a to uważam za sporą stratę.
