Diablo IV na Switch 2 przestało być już tylko plotką. Wielokrotnie wskakiwały nam do newsów kolejne informacje, aż na BlizzCon wszystko stało się jasne - od 15 września można było rozpocząć przygodę w najnowszym Diablo na konsoli Nintendo. Mówimy tu o wydaniu Age of Hatred Collection, które zawiera oba oficjalne dodatki fabularne, czyli Vessel of Hatred oraz Lord of Hatred, jak i wszystkie osiem aktualnie dostępnych klas postaci: Barbarian, Druid, Necromancer, Paladin, Rogue, Sorcerer, Spiritborn i Warlock. I choć posłużyłem się oryginalnym nazewnictwem, to należy podkreślić, że za pośrednictwem eShop udostępnione zostały paczki języków wszelakich, w tym Polskiego, więc jeśli ktoś chciałby skusić się na dubbing ze świetną Danutą Stenką w roli Lilith, to będzie musiał zrobić szybką wycieczkę do sklepu po aktualizację - tak jak to miało miejsce przy Wiedźminie 3.
W kwestii rozdzielczości mówimy tu o dwóch trybach jakości i wydajności. W docku zagramy z rozdzielczością 1440p i 30 fpsach (jakość) lub 1080p i 40 fps (wydajność), a przy handheldzie mowa zawsze o bazowym 1080p z tą samą różnicą w klatkach na sekundę. Domyślnie gra decyduje się na jakość i, jeśli nie gracie w handheldzie, to uważam, że to bardzo dobry wybór. Wydajność mocno uderza w to, co widzimy na ekranie. Obniża jakość cieni, włosów i praktycznie wszystkich innych efektów, przy czym “jakość” wspiera ray-traced reflections, co nadaje wszystkiemu zaskakująco przyjaznego dla oka całokształtu - wygląda lepiej, niż się spodziewałem. Szczególnie że klatki wydają się nie wariować przy większym zamieszaniu. Napisałbym, że są w dużej mierze stałe, choć zdarzają się lokacje, które potrafią dać się we znaki. Mowa tu o wyraźnym i odczuwalnym (przez moment) doczytywaniu nowej lokacji. Nie jest to rzecz stała, ale występuje i wypada o niej wspomnieć. Inna sprawa, że wszystkie loadingi są dość długie, jak na moje standardy - te pierwsze, na start rozgrywki, bo już przeskakiwanie między lokacjami to kwestia kilku sekund. Oczywistym jest, że to nie jest coś, czym zastąpicie sobie jakość obrazu na PC czy PS5, ale może to być handheldowa alternatywa, bo funkcjonuje tu cross-save. Postacie stworzone wcześniej (a ja Diablo IV i pierwsze DLC mam dawno za sobą) są dostępne od startu zabawy i można nimi kontynuować wędrówkę. Przyznam, że to mnie ucieszyło bardziej, niż cokolwiek innego. Zawsze doceniam takie rzeczy na Switchu, bo i często są to porty wydane po jakimś czasie, a rozpoczynanie od początku może być zniechęcające. Oczywiście wiem, że to akurat nie jest w 100% trafne przy hack & slashach jak Diablo, bo tu tworzenie nowych postaci i buildów jest wpisane w sens i esencje gatunku, ale nic nie stoi na przeszkodzie stworzyć kolejnego bohatera, a poprzedniego mieć w pogotowiu.
Sęk w tym, że wszystko będzie wymagać stałego połączenia z internetem, jak i opłaconego abonamentu Switch Online. Domyślam się, że dla wielu to zabija sens przenośnego Switcha i tym samym blokuje przed zakupem. Niestety, przy takiej “grze usłudze” byłbym zszokowany, gdyby Nintendo zostało potraktowane wyjątkowo. Jeśli komuś to nie przeszkadza, to przyjemność taka kosztuje 309 złotych (drogo!) i zajmie na waszych sprzętach ~75GB (dużo!) Nie chciałem tu jednocześnie rozgrzebywać jakości samej gry (każdy ma już zapewne swoją opinię po latach funkcjonowania na rynku), bo ta budziła kontrowersje od swojego startu. Choć doceniam jej wygląd, a i całą serię cenię od pierwszej odsłony (stary człowiek to piszę!), to nie da się ukryć, że trudno jej rywalizować z dwójką, więc siłą rzeczy z D3 bije się o uniknięcie miana najgorszej części - być najgorszą w dobrej serii nie wstyd, ale… Wrócił mrok, zrezygnowano z tej przesadnie kolorowej stylistyki, ale otwarty świat tu nigdy nie rozpieszczał. Diablo to masowa eksterminacja. W Diablo IV mocno miesza się to z dość rozległą wędrówką. Owszem są tu rozstawione oddziały piekieł na każdej trasie, ale stawiam, że szybko każdy zaczyna przedzierać się obok nich na koniu, bez zaprzątania sobie głowy każdym mobem. Do zabijania każdego mocno zniechęcało tutejsze skalowanie wrogów. Dla mnie to zmora każdego RPGa i rzecz, której bym zakazał. W D4 jest to nieustannie modyfikowane. Teraz, jak mniemam, już nie dostosowują każdego wroga do Twojego poziomu (levelowali praktycznie równo z Tobą na start gry), spowalniając ich rozwój, co ma dawać poczucie rosnącej siły postaci. To na pewno lepsze podejście, ale wciąż oczekiwałbym bardziej liniowej struktury całości - tak już mam. Na pewno nie jest to na wskroś zła gra, jak ją w klasycznej wojnie gamingowych klanów opisywali. Blizzard próbuje podejmować ciągłe kroki poprawy gry, a niewykluczone, że i w trakcie swojego żywota na Switch 2 jakichś zmian się doczekamy - chyba że w tamtych głowach już tylko zapowiedziane na 2026 rok Diablo V.