Czasem przychodzą gry, które zmieniają gaming. Tworzą gatunki i sprawiają, że pojawia się szwadron naśladowców. Można wymieniać wampirowe Survivory, soulsowe poczynania From Software, czy… Hotline Miami. Nawet jeśli nie była to pierwsza gra tego typu (bo to przecież bazowo top down shooter), to ona niejako zawładnęła pewien kawałek tortu. Teraz gdy widzimy taką grę jak Kusan: City of Wolves, to myślimy o innej, większej. A to często problem… Problem, bo nieuniknionym zaczyna być porównywanie. Zestawianie ich pod kątem mechanicznym, co brutalnie weryfikuje klona. Nawet jeśli Kusan nie jest totalnym paździerzem, to w bezpośrednim starciu zacznie wypadać jeszcze słabiej. O ile jest tu liźnięty fundament gatunku, to wprowadzone detale niekoniecznie muszą się wszystkim spodobać.
Kusan: City of Wolves to produkcja wrzucająca nas do brutalnego świata neonowej dżungli. Wcielimy się w Jina. Najemnika, którego kolejna robota wrzuci na szlak mocno wykraczających zwierzęce (bo gramy antropomorficznym zwierzakami) pojęcie. Core gameplayu pozostaje jednak niezmienione - skondensowane poziomy, dynamiczna walka i “one hit kill” oznaczający, że nie możemy się dać trafić. I akurat to ostatnie może być utrudnione przez wgląd na przejrzystość tej produkcji. Kusan bardzo mocno zajawił się uderzeniem pięścią. O ile w Hotline łapaliśmy, co pod ręką (i miało to swój gigantyczny urok!), tak w Kusan oczekują od Ciebie odpowiedniego przygotowania do misji. Dokupienia perków, broni i zainstalowania wszczepów w cyberpunkowym klimacie. Bez nich zostajesz z ładowaną pięścią, która po uderzeniu potrafi strącić cały rząd wroga. Początkowo urok - z czasem zbędne urozmaicenie. Uważam, że odbieganie od prostoty, jaką oferowało Hotline, to błąd dla takiej gry. Szukanie rozwoju bywa zgubne i tak jest tutaj.
Dostajesz możliwość parowania i nawet początkowi przeciwnicy nie giną od jednej kuli pistoletu (!), jakby oczekując Twojej mocarnej pięści (amunicja ograniczona, a stunują się po pierwszym strzale, więc wypada). To problem. Bardzo często łapałem się na wspomnianym braku czytelności. Kiedy w Hotline Miami nadrzędnym było przetrwać, a z czasem wynik poprawić i efektownie zabijać, tak tutaj już u fundamentów zaczęło zgrzytać. W ferworze dynamicznej walki nie mam czasu na przesadne kombinowanie, czy ja na pewno zabiłem postać X. Chcę się zatracić w tym festiwalu, a nie cierpieć w jego trakcie. Tu czasem nawet ściany nie gwarantowały komfortu, a jeśli to nie była ściana przez którą byłem zabijany, to czemu to takie nieczytelne!Kusan: City of Wolves ma też bardzo mocny nacisk na ekspozycję. Fabuły przedstawionej w formie komiksu jest tu ogrom. Nadaje to całości wyrazu, samo w sobie jest solidnie wykonane, ale czy na pewno w takim top down shooterze oczekujemy przede wszystkim czegoś takiego? Wydaje mi się, że nie. Raczej półsłówka, tajemniczość, a nie przedzieranie się przez kolejne rysowane okienka. Ładne, ale to nie tutaj. Nie ta gra. Nawet jeśli efektem tego są bardzo klasyczni bossowie z paskami HP, to nie była gra warta świeczki.
Podobał mi się ten system dozbrajania naszego żołnierza. Nic w nim wyszukanego, bo to tylko maksymalizacja dostępnego pola i wciskanie w niego zabierających coraz więcej miejsca części, ale miało to swój sens i urok. Powiedzmy, że jako jedyne novum potrafi się w pełni obronić, bo na pewno nie robi tego tutejsze parowanie, które z czasem wydawało mi się coraz bardziej obligatoryjne. Oczekiwałem więcej. Z natury ten gatunek ma frustrować, ale w moim przypadku ta “frustracja” to często pozytywny wjazd na ambicję. Możliwość szybkiej powtórki i naprawienia błędów. Przez swoje niedostatki mechaniczne, Kusan nie kusił. Kusan został na tym polu frustracji i regularnego odpychania mnie od siebie. Nie mówię, że nie znajdziecie tu swojej dawki narkotyku zwanego “Hotline Miami”, ale ja mówię nie. Wygląda jak tamto, pachnie jak tamto, czasami nawet smakuje... ale to nie tamto.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie PQube
Plusy:
Przyzwoity system rozwoju postaci poprzez maksymalizację dostępnego pola ekwipunku
Schludny sposób przedstawienia w formie komiksu…
Minusy:
…choć ekspozycja w tym gatunku nie wydaje się najważniejsze i może tego być za dużo
Core gameplay zmienia zbyt wiele względem przyjętego standardu i w efekcie bardziej odpycha niż namawia do powtórki