Recenzja GRID Legends: Deluxe Edition na Nintendo Switch 2
Zdarzy mi się narzekać, że samochodówki, to nie jest najlepiej rozwijany gatunek na Switchu. One pędzą przed siebie, by zachwycać ludzi detalami, a sprzęt Nintendo, bez szans na wygenerowanie takiego obrazu, musiał się łapać prostych graficznie arcade’ówek. Switch 2 może to zmienić. Może to jeszcze nie czas wyrokować, ale niebawem pojawi się Gear.Club Unlimited 3, a bez hucznej zapowiedzi na eShop trafił GRID Legends w wersji Deluxe.Gra Codemasters z lutego 2022 roku to może nie jest najświeższa rzecz na tym torze, ale przy wsparciu Feral Interactive urosła szybko do rangi jednej z najładniejszych samochodówek dostępnych na konsolach Nintendo. Ten GRID był przede wszystkim portowany z myślą o Switch 2, co jest odczuwalne przy jakości, wydajności i nawet w dostępnych opcjach. Nie jest to pierwszyzna, że mamy wydajność i jakość do wyboru na Switch, a jeszcze rzadziej (pierwszy raz?) dostajemy opcję oszczędności baterii przy graniu w handheldzie.
Powyższe to oczywisty wybór między lepszymi detalami i 30 fpsami a gorszą jakością napędzaną 60 klatkami na sekundę. Te ostatnie może nie będą stałe, ale odczuwalne spadki nie powinny was nawiedzać. Osobiście tkwiłem jednak w jakościowej otoczce, co pozwoliło dostrzec odbicia za sprawą SSR (dla przykładu z kokpitu widać odbicie kierowcy w przedniej szybie) i HDR przy posiadaniu odpowiedniego telewizora. Można być pod wrażeniem, jak to wygląda na sprzęcie wciąż dedykowanym naszym kieszenią.Samo Deluxe Edition to gwarancja wszystkich wypuszczonych do tej pory dodatków, które znacząco wpływają na czas potrzeby do ukończenia produkcji. Bawić się tu możemy w karierę podzieloną na kilka tematycznych rozdziałów. GRID to ogółem zbiór różnych wyścigów. Od klasycznych na torach, po Demolition Derby z nastawieniem na zniszczenia. Niekoniecznie mi taki misz-masz odpowiadał, ale to już indywidualne widzimisię.
Wszystko jest odziane w fabularne szaty, które serwują dość cringe’owe aktorstwo w swoich przerywnikach. Czuli najwyraźniej presje obudowania wszystkiego jakimś wątkiem, co raczej trzeba tu traktować jako akcent humorystyczny, a nie sens dalszej zabawy. Jest słabiutko, ale miło mi czasami patrzeć, jaką presję wymusiła na innych TOCA, decydując się jako pierwsza na pełnoprawne story.Sam model jazdy to bezpieczne stanie w rozkroku między arcade a symulatorem. Model, który najczęściej okupuje growe środowisko, bo i wydaje się obejmować największy target odbiorców. Daję satysfakcję, choć nie zawsze idzie to w parze z wyzwaniem. To pozwala mi myśleć, że idealny balans nie został zachowany i mimo wszystko jest to bardziej zręcznościówka, niżeli symulacja. Na bazowym poziomie trudności nie natknąłem się na trudne i zacięte wyścigi, co jednocześnie mocno wygładzi wam wewnętrzne funkcje rozwoju. W grze jest możliwość kupowania upgrade’ów dla swoich mechaników, czy też rozwijania towarzyszy z ekipy. Dzięki temu będą oni mogli lepiej nam pomagać na torze, gdy pojawi się jakieś niebezpieczeństwo. Tym są zaś inni kierowcy, którzy raz przez nas uderzeni zostają naszym wrogiem/nemesis, którzy mogą mieć szczególne nastawienie na zemstę. Nie jest to jakaś wiodąca mechanika, nie czułem też, żeby zawsze miała okazję dojść do głosu, ale poczucie istnienia czegoś takiego w tle na pewno nie zaburza nam rozgrywki. Innymi słowy - dałbym wam przykład tego wszystkiego, ale w ferworze wyścigu wszyscy się zlewają ze sobą i dla mnie każdy jest jednakowym wrogiem (choć cele poszczególnych rajdów nie zawsze zakładają zwycięstwo).Jest w tym wszystkim jednak jeden poważny mankament, który może negatywnie wpłynąć na postrzeganie GRID Legends. Nie ma tu opcji multiplayer. Nie pościgasz się z żywym graczem, nawet w lokalnej formie. Jesteś zdany na AI, więc i łatwo mi sobie wyobrazić bezcelowość dalszego grania przy odblokowaniu wszystkich aut (kupujemy je i wcale nie szastamy zbyt dużym hajsem), czy przejściu wszystkiego, co gra ma do zaoferowania. Tu jednak wypada postawić gwiazdkę niewiedzy, bo i Switch ma to do siebie, że nie ma aż tak rozwiniętej infrastruktury, więc wielu z was i tak mogłoby nie chcieć próbować swoich sił w sieci - zazwyczaj przy mizernej jakości na sprzęcie było to doświadczenie jeszcze bardziej uciążliwe, gdy dopisaliśmy do równania parametry łącza. To kwestia indywidualna, ale dla wyścigów mimo wszystko defekt na życiorysie duży i znaczący - to prawie tak, jakby bijatyka się wyzbyła tej podstawowej funkcji.GRID Legends: Deluxe Edition to topowe wyścigi na Nintendo Switch. Nie mamy tu Forzy, Gran Tourismo, a Need for Speed dał po hamulcach już dawno, więc takie GRID musiało wyprzedzić na prostej wszystkie twory zdecydowanie niższej kategorii wagowej. Łatwiej będzie go ocenić, gdy już będziemy po premierze Gears.Club Unlimited 3 i zobaczymy, czy on również zadba o graczy tak, jak zrobiło to Feral Interactive przy tym porcie.
Dziękujemy za klucz do recenzji firmie Feral Interactive
Plusy:
SSR i HDR potrafią zrobić wrażenie - przy świadomości na czym gramy
Feral Interactive zadbało o opcje dostosowujące rozgrywkę do naszych potrzeb - rzadki widok na Switch
Wersja Deluxe zawiera wszystkie dodatki, więc znacząco wpływa to na czas rozgrywki
Przyjemny i przystępny model jazdy - choć zdecydowanie bardziej zręcznościowy…
Minusy:
…a ta “łatwość” potrafi czasami wygładzić doświadczenie tak mocno, że nie doświadczymy wielu motywów gry - jak Nemesis, czy rozwój ekipy
Brak multiplayer będzie doskwierał, a dodanie go po jakimś czasie pewnie niewiele zmieni (gra i tak zostanie odstawiona na bok przez graczy)