Recenzja Disney/Pixar Toy Story: Retro Roundup! na Nintendo Switch 2
Żniwa dla fanów zabawek Andy’ego. Po niedawnym powrocie kinowym (i przeciąganiu całości w imię pieniędzy) wracamy do czasów, gdy Toy Story królowało na dużym ekranie i starało się przelać ten sukces na pole gamingowe. Na sprzętach Nintendo pojawią się dwie gry, które bardzo często będą wiązane w jeden pakiet - mowa tu o kolekcji Retro Roundup, która zawiera gry z czasów PSXa, jak i odkurzonym Toy Story 3, które debiutowało w 2010 roku.
I choć rozbije te teksty na dwie osobne podstrony (dla przejrzystości w ocenach), to dobrze byłoby je traktować jako jedną całość. Toy Story Retro Roundup to typowa w ostatnich czasach kolekcja klasyki - i wiem, że przeczytaliście to jedynym słusznym głosem Piotra Fronczewskiego. Rzecz wrzucająca do worka nostalgię i dorzucająca nam na odchodne minimalizm w postaci przewijania rozgrywki, czy dodatkowych ułatwień w postaci kodów - ...które przy możliwym przewijaniu już nie powinny być super pomocne.
Do naszej dyspozycji dostaniemy 6 gier w 11 wersjach łącznie. Mowa tu oczywiście o tym, że ten sam tytuł może występować w swoich dwóch wydaniach - dojrzalszej/prawilnej i mobilnej/Game Boyowej. W skład zestawu wchodzą: Toy Story, Toy Story 2, jak i bardzo popularne Buzz Lightyear to the Rescue, Toy Story Racer, Buzz Lightyear of Star Command oraz, tu największe zaskoczenie, A Bug’s Life, czyli Dawno temu w trawie. Wszystkie gry z przełomu lat 1995 - 2001. Powrót do nich jest okraszony dokładnie tym, czego moglibyście się spodziewać - trudno się w to gra, a jeszcze gorzej patrzy. To zbieranina prostych gier - najczęściej platformowych. Aż trudno wskazać tą, do której powrót byłby dziś przystępny, bo wszystkie można śmiało wrzucić do tego samego wora. Jeśli pamiętasz je za młodu, to chętniej zaciśniesz zęby. Jeśli nie, to… przykro mi, ale nie będziesz miał w co grać. Nawet w momencie premiery to były gry przyjęte dość chłodno.Buzz Lightyear of Star Command to rzecz szalenie powtarzalna, Toy Story 2 nie przetrwa próby czasu jako platformer 3D, a odbiór pierwszego Toy Story jest mocno zależny od wersji, choć mówimy tu o progach bólu, jaki trzeba wytrzymać - tj. źle i gorzej.Zaskakującym i dość przypadkowym zwycięzcą będzie dla większości Toy Story Racer. Pewnie rzecz najbardziej przystępna w 2026 roku - skoro już uparłem się wskazywać którąkolwiek. Nie jest to najbardziej wyszukana ścigałka w gokartach, a i ma piekielnie czułe sterowanie, ale na tle konkurencji wypada przyzwoicie. Czy na tyle przyzwoicie, żeby to kupić i się tym cieszyć bez znajomości oryginałów? Absolutnie nie. Wiele kolekcji przerobiłem i muszę przyznać, że to jedna ze słabszych. Jasne ma materiały archiwalne, które zawsze miło przejrzeć, ale to minimum przyzwoitości. Najgorsze, że te gry nigdy nie były dobre. One po prostu kusiły dzieci, tak jak to zwykle się je wabi na znaną markę. Nie mają w sobie ciekawych mechanik, a po prostu utrzymują się nad poziomem wody przez wzgląd na swoje rozpoznawalne postacie biegające po ekranie. Wiele tych sprawdzanych przeze mnie kolekcji jest często jakąś podróżą w czasie. Jeśli nie weryfikacją, czy coś się godnie starzeje, to pewnym niuansem tamtych lat. Tu tego nie czułem.