berserk-boy-brings-retro-inspired-action-platforming-to-pc-and-consoles-in-2022-533079-2

Właściciel zdjęcia: BerserkBoy Games

Recenzja Berserk Boy na Nintendo Switch

Jak byłem młodszy, prym wśród platformówek akcji wiódł Mega Man - dzieciakom na Pegasusie był bliżej znany po swojej japońskiej nazwie Rock Man. Założenia gry były banalnie proste - przejmujesz kontrolę nad tytułową postacią i kolejno pokonujesz złe roboty antagonisty serii, Dr. Wily’ego. Każdy pokonany boss dawał możliwość korzystania ze swojej broni i tak powstawały legendy o najprzystępniejszej kolejności przechodzenia tej bardzo trudnej gry.

Dziś Mega Man wciąż jest żywy, choć głównie za sprawą wydawanych kolekcji. Wszystkie nowe platformówki, które retro mają wypisane na czole, na którymś etapie inspirowały się ikonicznym bohaterem tego wstępu. Może niekoniecznie mierzyły w wygórowany poziom trudności, ale wszelkie inne porównania traktowały jako komplement.

Cały ten wywód jest idealnym punktem wyjścia do przygód Berserk Boya, które zawitają na Nintendo Switch 6 marca 2024 roku. Gra stworzona przez debiutujące BerserkBoy Games nawet nie stara się ukryć swoich naleciałości. Oni celebrują tu w najlepsze swojego wewnętrznego Mega Mana.
2024021100213100 s

Też doktor 


Berserk Boy to oczywiście retro platformówka akcji, gdzie wcielimy się w rolę chłopca o imieniu Kei. Zbieg okoliczności prowadzi go w kierunku tajemniczej kuli przepełnionej energią. Kontakt z nią robi z niego tytułowego Berserk Boya i daje nadludzkie zdolności. A jak to z nimi bywa, za ich plecami czai się wielka odpowiedzialność, która w tym uniwersum zakłada pomoc ruchowi oporu w walce z Dr. Genosem.

Nie uwierzysz, co posiadają poszczególni bossowie tego świata… Każdy korzysta z podobnej kuli mocy, dającej mu umiejętności bazujące na innym żywiole. Tym sposobem Berserk Boy ma misje rośnięcia w siłę, by móc przeciwstawić się największemu złu.
2024021111450400 s

Też moc żywiołów 


Jeśli już mocno powiało Mega Manem, to screeny rozwieją wszelkie wątpliwości. Żeby jednak nie było to wszystko tak łopatologicznym przepisywaniem od kolegi, to tutaj nie mamy decyzyjności w kwestii kolejności pokonywania kolejnych etapów. Progres jest liniowy, wariacje swoich mocy zdobywamy w określonej kolejności, a każdy dodatek zakłada przejście trzech leveli, zanim skrzyżujemy rękawice z bossem.

Na tle swoich świeższych odpowiedników, Berserk może się pochwalić satysfakcjonującą dynamiką. Tempo jest żwawe, praktycznie cały czas pozostajemy w ruchu, a szybkość pomaga nam łatwiej przedrzeć się przez wrogie zastępy. Praktycznie każda umiejętność ma przydatny dash, który tylko napędza całość. Sam zawsze sympatyzuje z takim graniem, więc idealnie mi to podeszło.

Oczywiście wszystkie żywioły, to też jakiś dodatkowy skill, który w niektórych momentach jest jedyną słuszną opcją. Z ognia stworzymy wir, który pchnie dedykowane platformy, a lodowy ninja złapie się dostosowanych poręczy. Zmiany stroju dokonujemy w locie (w dowolnym momencie) i o ile bardzo podobało mi się mieszanie ich w sekcjach platformowych, tak twórcy nie ustrzegli się kilku drobnych niedoskonałości.
2024021111494300 s
Czasem czuć tu pójście na łatwiznę, gdy jedyną rzeczą, do jakiej służą żywioły, to odblokowanie konkretnej bramy lub drzwi. Trudno mi to uznać za wielki kunszt ani tym bardziej za ciekawy pomysł. Raczej stawianie przed nami sztucznych blokad. Jeden z ostatnich skilli ma też możliwość ograniczonego latania, który może pomóc nam w momentach, gdzie klarownie nie był im dedykowany - wypadało postawić na coś innego.
 

Tanie sztuczki 


Recenzowałem wiele przeciętnych retro platformówek na Switchu. W wielu przypadkach miewałem wrażenie, że szata graficzna to ich jedyny punkt szczególny i szybko o nich zapominałem. Berserk Boy na tym polu się wyróżnia i przebija konkurentów… ale nie wszystkich. Może i poszedłby wyżej, może i podbiłby szczyt mojego osobistego rankingu, ale twórcy dopuszczają się tu bardzo tanich sztuczek. 

W trakcie naszej przygody napotykamy medale. Często trudno dostępne znajdźki, które w ferworze wkręcenia się w tę fajną akcję, nie chcąc maxować gry, zwyczajnie pomijamy. Okazjonalnie złapiemy, ale nie czujemy presji z tym związanej. Są też przetrzymywani rekruci ruchu oporu, których uwalniamy, zaludniając naszą bazę - ogółem jest co robić, ale Berserk jedynie rzuca nam hasło, że może się to kiedyś przyda.
2024021111271700 s
Ludzi “platynujących” gry wcale nie ma aż tak wielu, więc szczególnie w retro platformówce presja jest żadna. Po pokonaniu, jak się wydawało ostatniego bossa, szybko okazuje się, że ten ending jest jakiś mało huczny. W zasadzie trudno mówić o jakimkolwiek, bo bohaterowie szybko narzekają na ucieczkę pokonanego. Trudno im się pogodzić z takim biegiem wydarzeń. Potrzeba udoskonalenia stroju prowadzi nas do nieoczekiwanego zwrotu, który oczekuje od nas posiadania odpowiedniej ilości medali. Jeśli progres byłby nimi blokowany na całej szerokości, jak w collectothonach, to bylibyśmy świadom takiego zabiegu. Tu jest on wyciągnięty totalnie z d… i bardzo trudno jest się przekonać do powrotu po to wszystko (a wymagana ilość wcale nie jest taka mała).

Drugim bardzo tanim zjawiskiem są notoryczne ataki na naszą bazę. Co chwila, gdy tylko zdobędziemy jakąś umiejętność, jesteśmy zmuszeni do walki z poukrywanymi przeciwnikami. Nasz podstawowy hub nie jest najmniejszy, pokoje znajdują się na kilku piętrach, więc masz ZAWSZE obowiązkową przebieżkę w poszukiwaniu jakiegoś moba, który akurat gdzieś się zawieruszył. Rozumiem wydłużanie tytułu, ale to uznaje za sztuczne i nieciekawe.
 

Inne i do mety 


A szkoda, bo wiele rzeczy się zgadza. Możesz ulepszać swoją postać na różne sposoby (od HP po dodatkowe skille do strojów) i nie jest tak, że szybko zostaniesz milionerem kupującym wszystko. Takie czyszczenie sklepu będzie pewnie poprzedzone grindem dla chętnych. Nie musisz tego kupować, możesz. Takie działanie szanuje i jakoś nie gryzie mi się ono z retro platformówką.

O ile levele same w sobie nie urywają tyłka swoim tłem, tak czasami należycie zaskoczą, przepoczwarzając się w prostego Shmupa. Oferują tym samym miłą odskocznię i na całej szerokości daleko mi było do nudy. Nawet mimo znikomej ilości przeciwników, której niedoskonałość przekłada się na równie powtarzalnych minibossów.
2024021119553000 s
Berserk Boy wiele rzeczy robi dobrze, wciągnął mnie w swoją grę, a potem dość brutalnie spoliczkował. Jego uszczerbki na życiorysie nie są podyktowane niedoświadczonym studiem, które zrobiło naprawdę dobrego klona Mega Mana, a chybionymi decyzjami. Najpewniej chęcią wydłużenia zabawy. Tyle że to retro platformówka, która zazwyczaj, z racji prostej konstrukcji, nie nadużywa naszej gościnności. No… chyba że to rycerz z łopatą, ale on tu jest królem ;)

Dziękujemy firmie Lost in Cult za dostarczenie gry do recenzji.


Plusy:

Thumb Up

Satysfakcjonujące tempo rozgrywki

Thumb Up

Możliwości ulepszania postaci

Thumb Up

Zgrabne przejścia do “Shmupa” uważam za miłą odskocznie

Thumb Up

Kolejne esencje mocy są różnorodne…


Minusy:

Thumb Down

…ale często służą do błahych spraw w kwestii platformowej

Thumb Down

Zwrot w kierunku obowiązkowego zbieractwa był jak kołek w serce i sztuczna próba wydłużenia zabawy

Thumb Down

Powtarzalne ataki na bazę

7 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek



Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz