grafika-key-art-z-gry-hot-wheels-unleashed-2-turbocharged

Właściciel zdjęcia: Milestone SRL

Recenzja Hot Wheels Unleashed 2 - Turbocharged na Nintendo Switch

Wyścigi gokartów czy mini samochodów, to w teorii prosty patent, na którym większość twórców się wykłada. Poprzeczka podniesiona przez Mario Kart jest nieosiągalna dla nikogo, a na pęczki wydawane produkcje nawet nie skaczą w nadziei na sukces. Wychodzi tego mnóstwo, a po tygodniu nikt o nich nie pamięta. Przeciwnicy Nintendo, którzy nie posiadają konsoli tego giganta, szlochają sobie w nieskończoność do Re-Volta (sam bym chętnie ograł jakiś remake), czy Micro Machines (to najwyraźniej w czasach, kiedy Nintendo im nie przeszkadzało). 

W tym zalewie paździerzy przebijało się Hot Wheels Unleashed. Produkcja z 2021 roku powstała we współpracy z producentem znanych zabawek/resoraków, co samo w sobie nie jest gwarancją na sukces (wiele franczyz próbowało i kończyło na tarczy), ale dali radę się obronić i nie utonąć tak szybko jak inni. Poziomem dopracowania, jakością opakowania, przyjemnym feelingiem jazdy i zgrabnym przeniesieniem esencji kolekcjonowania na ekrany konsol i komputerów. Zaledwie 2 lata po premierze mamy możliwość ponownego spróbowania swoich sił na zwariowanych torach tytułowego producenta. W dużej mierze powtórka z rozrywki, a jeśli jakieś kroki, to we właściwą stronę.
2023101322301900 s
 

O tych krokach słów kilka 


Padło kilka pochwał w kierunku poprzedniej odsłony, co jednak nie oznacza, że była produkcją idealną. Miała ona swoje za uszami, co szybko zaciągało hamulec ręczny po pozytywnych pierwszych wrażeniach. Przewijał się jeden doskwierający minus. Marka Hot Wheels najpewniej uparła się, by nie tylko samochodziki pochodziły z ich stajni. Twórcy musieli pokusić się o odwzorowanie też torów. Efektem tego były trasy przerażająco nudne. Zmieniały się zakręty, zmieniały pętle, ale w naszej głowie jeździliśmy cały czas po tym samym i w tej samej palecie barw. Monotonia wkradała się bardzo szybko. Za szybko, jak na gatunek, który musi się swoimi torami bronić.
2023101221534000 s
W studiu Milestone nikt nie był głuchy na te głosy. O ile wciąż jest tu spora dawka zabawkowych torów Hot Wheels, tak mam nieodparte wrażenie, że o wiele częściej z nich zjeżdżamy. Co chwile będą nam przypominać mikroskopijną wielkość prowadzonego wozu, kiedy trafimy do ogrodu, na tor minigolfa, czy salonu gier arcade. Wszystko zostało należycie zbalansowane, żeby każdy był zadowolony. Hot Wheels, że ma reklamę swoich torów, a gracz, że nie musi po nich cały czas jeździć i faktycznie czuję różnicę otoczenia. Niektóre trasy zrobiły na mnie kolosalne wrażenie swoimi pomysłami i oferowanym szaleństwem. Aż szkoda, że tych potencjalnych światów/otoczeń nie ma tu więcej. Reklamowane 5, to nie jest porażająca liczba. 
 

Nie tylko gaz 


Na wiele więcej można było sobie pozwolić za sprawą nowych mechanik i sztuczek na polu “walki”. Przy jedynce mogły się pojawić głosu, że gokartowego świata nie można oprzeć na suchej jeździe. Kiedy desperacko próbowaliśmy gonić przeciwnika słabszym wozem (to też minus jedynki), aż prosiło się o posłanie jakiejś rakiety. Tych może dalej tu nie ma, ale możliwości naszych resoraków zostały znaczące zwiększone. Na papierze to może zabrzmi jak nic wielkiego, ale samej rozgrywce nadaje kolorytu.
2023101222020300 s
Przede wszystkim dodany został skok, którego użycie jest czasami nieuniknione na trasie. Twórcy mogli sobie pozwolić na rozstawienie przeszkód, przepaści, co od razu nadaje ciekawszego charakteru wspomnianym trasom. Samo dociskanie gazu do dechy nie da nam zwycięstwa. Można momentami odnieść wrażenie, że nie działa to wszystko, jak powinno (szczególnie topornie się skacze na przyspieszeniu), ale doceniam taką nowość, bo i wszystkie udane skoki niosą tonę radości. Im dłuższe są, im więcej balansować musimy w powietrzu, tym większy banan na twarzy. 

Druga nowość może nie jest tak znacząca dla naszego zachowania, ale jest krokiem we właściwą stronę. Przyciski Y i A na Switchowym padzie, służą teraz do przepychania się. Jeśli jesteśmy w stykowej sytuacji i jedziemy drzwi w drzwi z rywalem, to możemy z impetem w niego wlecieć, potencjalnie spychając go z planszy. Aż chce się jeździć dostępnymi Monster Truckami!
2023101222220500 s

Wirtualna półka 


Swoje lata już mam, więc i Hot Wheelsy mi mocno odjechały. Nie jestem biegły we wszelkich tajnikach i nie mam swoich sympatii, których desperacko szukam w wirtualnym sklepie. Doceniam jednak mnogość wyboru (130 samochodów na start), możliwość ich customizacji i, co najważniejsze, ulepszania.
2023101222031800 s
Za grę dostajemy levele profilu, które przekładają się na nagrody. Są to monety, za które kupimy nowe resoraki w sklepie, jak i punkty pozwalające ulepszać naszych ulubieńców. O ile samo drzewko rozwoju jest banalnie proste, to sam fakt posiadania takiego, jest mile widziany. Pamiętam, w jedynce doskwierały te różnice w poszczególnych pojazdach i brak sensu wybrania czegoś wyraźnie słabszego. Tu możemy swoją sympatię boostować, by dalej trzymała przyzwoity poziom na trasie. Są Hot Wheelsowi Originalsi, Monster Trucki, quady i motory. Spora różnorodność. Większość do kupienia w aktualizowanym sklepie za wirtualną walutę, bo choć gra wygląda jak coś opartego na monetyzacji, tak tych haniebnych praktyk tu nie uświadczyłem.

Doświadczyłem zaś całkiem miłego dodatku w postaci fabularnej kampanii. Niby nic, niby niepotrzebne, niby też seria wyścigów wybieranych z poziomu mapy (jak w jedynce), a jednak taki drobny detal cieszy. Kilkanaście cutscenek, nadanie wszystkiemu jakiegoś celu (choć ten raczej z myślą o najmłodszych), a wszystko z polskim dubbingiem i w komiksowej formie. Kolejny miły dodatek.
2023101221481100 s

Potencjał wyzwolony 


Jedynka wylewa fundamenty, na których mogło powstać coś znacznie lepszego. Hot Wheels Unleashed 2 - Turbocharged, to definicja sequela. Jest mocniej, szybciej i lepiej pod każdym względem. Patrząc po tym, jak prowadzona była jedynka, można być spokojnym, że twórcy nie opuszczą projektu i będą zapewniać tonę dodatków na przestrzeni najbliższych miesięcy, a nawet lat. I choć pozostanie to zabawą dla chętnych i chcących wydawać pieniądze na DLC, to nawet Ci posiadający “gołą” wersję podstawową znajdą tu sporo rozrywki dla siebie. Switch na ten moment dojeżdża i choć oferuje słabszą grafikę i nieco klasycznych niewyraźnych elementów (dostępne AMD Fidelity polecam domyślnie pozostawić wyłączone), tak dostał wersję w pełni grywalną i satysfakcjonującą, jak u potężniejszych kolegów. 

Dziękujemy firmie PLAION Polska za dostarczenie gry do recenzji.


Plusy:

Thumb Up

Trasy ciekawsze niż w poprzedniczce

Thumb Up

Możliwość skakania i odpychania uatrakcyjnia wyścigi

Thumb Up

Spora ilość samochodów na start

Thumb Up

Możliwości customizacji i ulepszania

Thumb Up

Polski dubbing i sposób podania kampanii


Minusy:

Thumb Down

Brak crossplaya na Switchu

Thumb Down

Jeśli nie byłeś fanem jedynki, to te zmiany raczej nie odmienią podejścia

8.5 / 10

Nasza ocena

Awatar

Niko Włodek



Komentarze (0)

Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz